MSC Music Player

sobota, 6 maja 2017

EPILOG

"Nie ważne ilu chłopaków spojrzy na mnie, nieważne ilu się podobam, nieważne jak przystojni oni będą, dla mnie najprzystojniejszy jesteś TY i chcę się podobać właśnie TOBIE."



~Summer~

 Obudził mnie piękny zapach. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą Louis'a, uśmiechającego się do mnie szeroko. W ręku trzymał tacę.
- Sto lat kochanie - pochylił się nade mną, całując czule w usta.
- Pamiętałeś - powiedziałam po oderwaniu.
- Nie mógłbym zapomnieć o urodzinach tak ważnej dla mnie osoby - uśmiechnął się szeroko, pokazując rządek białych zębów i usiadł na łóżku obok mnie. - Wszystkiego najlepszego skarbie.
- Dziękuję - usiadłam i ponownie go pocałowałam.
- A to dla ciebie na miły początek dnia - postawił mi ostrożnie tacę na kolana. Spojrzałam na nią, gdzie było kilka gofrów w kształcie serduszek, polanych czekoladą, truskawki, sok pomarańczowy i czerwona róża.
- Śniadanie do łóżka. Jak romantycznie.
- Bo dla ciebie warto robić takie rzeczy - puknął palcem w mój nos, a wtedy oboje się zaśmialiśmy. - Kocham cię.
- A ja ciebie.
- A teraz jedz, bo musimy pojechać w jedno miejsce - powiedział po chwili. Wzięłam do ręki jednego z gofrów, nadgryzając go.
- Jakie miejsce ? - spytałam jedząc.
- A tego się dowiesz jak już tam będziemy.
- Mam rozumieć, że to niespodzianka ?
- Możesz to tak potraktować - powiedział tajemniczo, patrząc na tacę.
- Tym sposobem niczego mi nie ułatwisz - odpowiedziałam, biorąc do ręki truskawkę. - Robię się coraz bardziej ciekawska.
- Wiem - uśmiechnął się patrząc mi prosto w oczy.
- A jak jestem ciekawska to zaczynam być czasem wredna - odstawiłam tacę na stolik stojący obok.
- To też wiem.
- Bezczelna...
- Nic nowego.
- Podniecona - szepnęłam.
- Coś jeszcze ? - powiedział przysuwając się bliżej.
- Nie wiem. Pomyśl za mnie.
- Może roztargniona ?
- Ja jestem roztargniona ?
- No, a nie ? - spytał dotykając czołem do mojego.
- Ani trochę...
- A zaproponujesz coś innego ? - zamruczał.
- Cholernie cię pragnę - wpiłam się w jego usta. Położył dłoń na mojej głowie, przewracając nas oboje na łóżko i nie przestając całować. Zdjął zwinnym ruchem moją bluzkę i zaczął całować mnie po szyi.
- Nie chciałeś... gdzieś jechać ? - wysapałam.
- To... akurat może trochę... poczekać... - mówił, próbując zapanować nad oddechem.
- W takim razie... nie przestawaj... - przejeżdżałam dłonią po jego torsie szybko oddychając.
- Nie mam zamiaru...

*//*//*

Nie wierzę, że to tak szybko minęło. 16 maja, moje już 22 urodziny. A jeszcze nie dawno świętowałam 16 lat. Kiedy to było... Prawie rok temu przyleciałam do Londynu. Prawie rok temu zaczęła się moja historia z Louis'em. I prawie rok temu poznałam na nowo Niall'a, dziś już mojego brata.
- Gdzie jedziemy ? - spytałam odrywając się od widoku za oknem.
- Ile razy jeszcze o to spytasz ? - powiedział uważnie obserwując ulicę.
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
- Ty tak robisz - powiedział niewinnie.
- Ale...
- Ale co ? - zaśmiał się. - Przecież doskonale wiesz, że ci nie powiem.
- No dobra - mruknęłam. Nie to nie. Ale spróbować zawsze można. Nie mam żadnego pomysłu gdzie on mnie teraz wiezie. Na imprezę urodzinową raczej nie, bo jest środek dnia. Nawet nie wiem czy na pewno chcę tą imprezę. Wolałabym te urodziny po prostu spędzić z Louis'em, Niall'em i przyjaciółmi. Nim się spostrzegłam zatrzymaliśmy się pod dużym, białym domem.
- A kto tu mieszka ? - spytałam marszcząc brwi.
- Zaraz się przekonasz - uśmiechnął się szeroko i wysiadł z samochodu. Obszedł go dookoła, otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść.
- Pięknie tu - powiedziałam, gdy szliśmy w kierunku drzwi wejściowych.
- Też tak uważam - objął mnie w pasie. Doszliśmy do domu. Ku mojemu zdziwieniu, Louis wyjął z kieszeni pęk kluczy i jeden z nich wsadził do zamka.
- To ty masz klucze ? - spytałam szeroko otwierając oczy i patrząc na to co robi.
- To nie jest takie dziwne - wzruszył ramionami.
- Jak nie ? Masz klucze do obcego domu. To nie tylko dziwne, ale też i podejrzane - panikowałam.
- Zaufaj mi ten jeden raz i tyle już nie gadaj - szepnął mi przy uchu.
- Emm... nie wiem co kombinujesz, ale niech ci będzie - popatrzyłam na niego z pod oka, a on się zaśmiał. Otworzył drzwi i weszliśmy do domu. Idąc z głąb budynku spostrzegłam, że wszędzie jest pusto, nawet ściany nie są pokryte żadnym kolorem. - Robisz ze mnie wariatkę Louis ?
- Ale o co ci chodzi ? - zmarszczył czoło.
- Przywiozłeś mnie tu, a w tym miejscu nikt nie mieszka. Jest pusto jak na jakiejś pustyni, nie ma mebli i wszędzie jest biało - wyliczałam. - Tu nic nie ma Louis. Po co mnie tu przywiozłeś ?
- Bo to ty go masz zapełnić - westchnął.
- Co ? - powiedziałam całkowicie zdezorientowana.
- Urządzisz go tak jak będziesz tylko chciała.
- Czy ty...
- Tak, kupiłem nam dom - powiedział z uśmiechem.
- Aaaaa !!! - wskoczyłam mu z piskiem w ramiona. - Nie wierzę,  że to dla mnie zrobiłeś - mocniej go przytuliłam.
- Mam rozumieć, że zgadasz się, żebyśmy razem zamieszkali ? - śmiał się.
- Oczywiście, że się zgadzam ! - pisnęłam. - To najlepszy prezent jaki dostałam.
- Tak uważasz ?
- Tak.
- Ale ja mam dla ciebie jeszcze przynajmniej trzy.
- Jak to ? - spojrzałam mu w oczy.
- No właśnie tak się złożyło.
- Aaa... powiesz mi ? - przekręciłam głowę.
- Jesteś zbyt sprytna - zaśmiał się. - Pierwszy jest taki, że twoje kochane auto - przerwał i wyjął telefon, spoglądając na wyświetlacz - właśnie ładowane jest na pokład samolotu i już jutro będzie w Londynie.
- Żartujesz ?! - spytałam podekscytowana. - Myślałam, że już nigdy go nie zobaczę.
- Nie bądź taka pesymistyczna - pacnął mnie w nos, powodując, że jeszcze raz się zaśmiałam.
- A ten drugi prezent ? - spytałam ponownie.
- Wczoraj... dostałem oficjalne potwierdzenie, że w czerwcu wraz z tobą, wyruszamy w prawie 10-miesięczną, światową trasę.
- M-mówisz poważnie ?
- Jak najbardziej.
- Nie mogę w to uwierzyć. Tak się cieszę - przytuliłam go jeszcze mocniej. - Dlaczego ja nic o tym nie wiedziałam ?
- Bo to miała być, jak sama widzisz, niespodzianka - powiedział, stawiając mnie z powrotem na podłogę.
- Czemu mnie puszczasz ? - spytałam smutno.
- Bo... jako trzeci prezent... zapraszam cię na dziś wieczór, na romantyczną kolację, tylko we dwoje. Co ty na to ?
- Ja jestem jak najbardziej na tak - powiedziałam z uśmiechem. Zbliżyłam się do niego i pocałowałam czule w usta. - Dziękuję ci za wszystkie prezenty. Nie spodziewałam się, że dostanę aż tak wiele. Przecież nie musiałeś robić dla mnie tego wszystkiego.
- Ale chciałem. Chcesz być szczęśliwa i ja chcę sprawić, żeby tak było.
- Jesteś najlepszym co spotkało mnie w życiu - wzruszyłam się. - Nie zasługuję na tak wiele - rozpłakałam się.
- Oczywiście, że zasługujesz - położył obie dłonie na moje policzki. - Musisz tylko uwierzyć, że jesteś tego wszystkiego warta, a na pewno w twoim życiu zapanuje całkowite szczęście - uśmiechnął się i ponownie mnie pocałował. Oplotłam rękami jego szyję, przysuwając go bliżej siebie.
- Kocham cię - szepnęłam, głaszcząc go po policzku.
- A ja ciebie skarbie.

*//*//*

Godzinę temu wróciliśmy do domu. Louis musiał gdzieś pilnie pojechać. Vanessa nie wiem gdzie jest. Liam pojechał też gdzieś z Louis'em. Nie wiem co się dziś dzieje. Zostałam z blondynem i loczkiem. Przynajmniej oni umilają mi na razie czas. Bo tak to bym się nudziła, a w urodziny podobno nie można się nudzić.
- Czekaj, teraz trafię - powiedział Harry, biorąc do ręki kolejne winogrono. Podrzucił je do góry, próbując złapać je w usta, ale tak jak poprzednie, spadło na ziemię, wcześniej trafiając go w oko.
- Tak, trafiłeś jak zwykle - zaśmiałam się.
- Oj no... po prostu dziś mi nie wychodzi.
- Właśnie widzę - śmiałam się. - O, wróciłeś blondynku.
Gdzie byłeś ? - spytałam, gdy zobaczyłam, że schodzi ze schodów, do salonu.
- Mam dla ciebie coś - odpowiedział siadając obok mnie na kanapie.
- Znów prezent ? Za bardzo mnie rozpieszczacie.
- Po prostu to weź - uśmiechnął się podając malutkie pudełeczko. Przyjrzałam mu się, a następnie je otworzyłam. W środku zobaczyłam złoty medalik. Wzięłam go ostrożnie do ręki, patrząc na niego zszokowana.
- Boże, Niall... on jest przepiękny...
- Naszej mamy...
- M-mamy ? - spytałam, a on przytaknął.
- Teraz jest twój - uśmiechnął się. - Otwórz go - poprosił, więc tak zrobiłam. W środku ujrzałam malutkie zdjęcie dwójki dzieci, chłopca i młodszej dziewczynki.
- To my ?
- Tak. To my. Znalazłem ten medalik, kiedy ostatnio byliśmy w Irlandii. Chciałem ci go dać wcześniej, ale nie było jakoś okazji, a teraz jest. Gdy będziesz go nosić... niech przypomina ci o nas... o mamie, o tacie... i o mnie...
- Dziękuję - przytuliłam go bardzo mocno. - Dziękuję ci za wszystko co dla mnie robisz. Dziękuję ci, że teraz jesteś przy mnie cały czas...
- Będę zawsze i zawsze ci pomogę, bez względu na to co będzie się dziać.
- Kocham cię braciszku.
- A ja ciebie mała - przytulił mnie mocniej.
- Hej solenizantko ! - usłyszałam znajomy głos i w momencie odwróciłam głowę.
- Lottie ! - podbiegłam do niej od razu ją przytulając. - Co ty tu robisz ?
- Jak to co ? Masz urodziny.
- To ty ja przywiozłaś ? - popatrzyłam z uśmiechem na Vanessę, wchodzącą do salonu.
- Pewnie, że ja.
- Tak, to była ona - wtrąciła się Lottie. - A teraz, skoro masz urodziny, życzę ci dużo, dużo szczęścia, zdrówka, pogodnych dni, dalszych sukcesów, bezgranicznej miłości mojego brata i żebym w końcu została ciocią - zaśmiała się pod koniec. - Życzę ci tego o czym marzysz. Wszystkiego najlepszego Summer - przytuliła mnie.
- Dziękuję - objęłam ją ramionami.
- A to dla ciebie, drobny upominek.
- Nie musiałaś...
- Oczywiście, że musiałam. Zobacz co jest w środku - powiedziała tajemniczo. Otworzyłam torebkę i chciałam wybuchnąć śmiechem, widząc czerwony zestaw koronkowej bielizny, ale się pohamowałam, ze względu na to, że chłopaki cały czas tu byli.
- Wariatka - zaśmiałam się cicho.
- No co ? Przyda ci się dziś wieczorem - wzruszyła ramionami. - A tak a propo. To ja przyjechałam też, żeby zrobić cię na bóstwo.
- A to ja nie umiem pomalować się na randkę ? - parsknęłam śmiechem.
- Ej, ej. To nie taka zwykła randka. Masz urodziny, dlatego musisz wyglądać perfekcyjnie.
- Wygrałaś - pokręciłam rozbawiona głową. - Zaniosę to na górę - wskazałam na torebkę i skierowałam się do schodów. Po kilku sekundach znalazłam się w swojej sypialni. Przeszłam do garderoby i zostawiłam na podłodze prezent od Lottie. Wychodząc zobaczyłam na pufie duże pudełko z podpisem: "SUMMER". Podeszłam bliżej i zdjęłam pokrywę. Moim oczom ukazała się piękna, krótka, czerwona sukienka z odkrytymi plecami, i dodatkowo czarne, połyskujące szpilki. Na dnie leżała mała biała karteczka. Wzięła, ją do ręki, czytając:
"Mam nadzieję, że dziś wieczorem będę mógł cię w tym podziwiać.
Louis"
Uśmiechnęłam się sama do siebie, spoglądając na rzeczy przede mną. Facet mojego życia. Bez porównania.

*//*//*

Po dzisiejszym doświadczeniu stwierdzam, że Lottie będzie świetną kosmetyczką. Spojrzałam ostatni raz w lustro i wstałam z siedzenia.
- Wyglądasz bosko, jesteś w dobrym humorze, a teraz biegnij do swojego księcia z bajki - powiedziała Lottie, odkładając lakier do włosów na półkę.
- Dzięki, jesteś wielka - przytuliłam ją.
- Baw się dobrze - zaśmiała się.
- Z twoim bratem zawsze - uśmiechnęłam się. - Dobra, idę. Jak nie wrócimy do północy to się nie martw.
- A co ja mam się martwić ? Jestem najmłodsza w tym towarzystwie. To wy powinniście się martwić o mnie.
- Racja. Pa - pożegnałam się z nią buziakiem w policzek i wyszłam z pokoju, zabierając wcześniej torebkę. Zeszłam ostrożnie po schodach i za chwilę byłam już na dole. Przeszłam do salonu, gdzie Louis rozmawiał z Liam'em.
- Zobaczysz, uda się - usłyszałam Liam'a.
- Obyś miał rację stary - tym razem był to głos Louis'a. Obydwoje chyba nie zdawali sobie sprawy z tego, że już jestem w pomieszczeniu.
- Louis  ?
- Tak ? - odwrócił się słysząc mnie. - Wooooooow... - otworzył usta ze zdumienia, dokładnie lustrując mnie od góry do dołu. - Wiedziałem, że ta sukienka jest piękna, ale... ty wyglądasz w niej olśniewająco...
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. - I dziękuję za sukienkę, buty.
- To był drobiazg - cmoknął mnie w usta.
- Ty też wyglądasz świetnie - spojrzałam na niego. Ubrany był w czarne rurki, białą koszulę i czarną marynarkę.
- Czekałem aż to powiesz.
- Hej ! - zaśmiałam się.
- Żartuję. To ty jesteś gwiazdą wieczoru. To twój dzień i dziś jedyna osoba, która jest dla mnie piękna to tylko i wyłącznie ty - spojrzał mi w oczy.
- Dziękuję - poczułam jak zaczynam się rumienić i zwiesiłam głowę w dół.
- Nie ukrywaj tych rumieńców, bo tak jak mówiłem, wyglądasz przepięknie - pogłaskał mnie po policzkach.
- Zawsze mi to mówisz - podniosłam głowę, by spojrzeć mu w oczy.
- Bo to prawda. Chodźmy, inaczej ktoś inny zajmie nam stolik - zaśmiał się, powodując także mój śmiech.
- Więc na co czekamy ? - spytałam.
- Na gwiazdkę z nieba dla ciebie.
- Ej, nie żartuj tak ze mnie.
- Nie żartuję - wziął mnie za rękę i wyszliśmy z domu. - Ty jesteś moją gwiazdką - pocałował mnie w czoło. Nic nie mówiłam, tylko się uśmiechnęłam. Otworzył mi drzwi od samochodu, abym wsiadła. Gdy już to zrobiłam, sam obszedł auto dookoła i usiadł na miejscu kierowcy. Odpalił silnik i wyjechaliśmy z posesji. Obserwowałam nocny krajobraz, myśląc o wielu rzeczach na raz. O tym, że mam zamieszkać z Louis'em, o trasie, o całym dzisiejszym dniu, o tym co się dzieje w moim życiu, o tym co czuję do Louis'a i o tym co myśleliby moi rodzice, gdyby żyli...
Nie minęło 15 minut, kiedy zatrzymaliśmy się pod pięknie oświetloną restauracją. Wysiadłam tak jak wsiadałam, czyli z pomocą mojego chłopaka. Wziął mnie za rękę i z uśmiechem prowadził do wejścia. Weszliśmy do ogromnego budynku. Wnętrze było bogato urządzone, głównymi kolorami był srebrny, czerwony i czarny. Podeszliśmy do mężczyzny za kontuarem, który pisał coś na kartce.
- Dzień dobry - odezwał się Louis.
- Dzień dobry- odpowiedział pracownik restauracji.
- Stolik na nazwisko Tomlinson.
- Chwileczkę - powiedział spoglądając do wielkiego zeszytu. - A tak, stolik numer 32, proszę za mną - powiedział, kierując nas do wyznaczonego miejsca. Zaprowadził nas do oddzielnej salki, gdzie był nakryty tylko jeden stolik, a oprócz nas nie było nikogo.
- To tutaj. Życzę udanego wieczoru - mężczyzna uśmiechnął się i odszedł. Podeszliśmy do stolika. Louis jak dżentelmen odsunął mi krzesło, które zajęłam, a potem usiadł naprzeciwko, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Zarezerwowałeś całą salkę dla nas ? - spytałam całkowicie zaskoczona.
- Tak, tylko dla naszej dwójki. Mam nadzieję, że zapamiętasz ten wieczór do końca życia, bo chcę, żeby był naprawdę udany - wziął mnie za rękę, lekko ściskając.

*//*//*

Zjedliśmy wyśmienitą kolację, popijając ją czerwonym, wytrawnym winem. Rozmawialiśmy o życiu, planach, marzeniach. Mam nawet wrażenie, że o wszystkim.
- Chciałabym kiedyś polecieć na Teneryfę - powiedziałam upijając łyk trunku z kieliszka. 
- Nie byłaś nigdy ? - spytał zaskoczony.
- Inaczej chyba bym o tym nie mówiła, prawda ? - zaśmiałam się. - No może to dziwne, ale naprawdę nie było okazji, żebym się tam znalazła.
- W takim razie, muszę cię tam kiedyś zabrać - uśmiechnął się szeroko.
- Z miłą chęcią polecę tam z tobą.
- Cieszę się - wziął mnie za rękę. - Mam do ciebie pewne pytanie, ale... zanim na nie odpowiesz... proszę, zastanów się dwa razy - popatrzył na mnie zestresowany.
- Dobrze. Więc co to za pytanie ? - spytałam ciekawa i jednocześnie przestraszona. Puścił moją rękę, wstał z krzesła i podszedł do mnie. Powoli uklęknął na jedno kolano. Wyjął z marynarki małe pudełeczko, a ja poczułam jak bladnę.
- Summer Smith... zgodzisz się za mnie wyjść ? - przełknął ślinę, otwierając pudełeczko. Popatrzyłam na nie i ujrzałam srebrny pierścionek, wysadzany małymi diamencikami. Nie wiedziałam czy się rozpłakać, skakać z radości czy po prostu nic nie mówić. Ale to ostatnie było całkowitą głupotą, bo on czekał na odpowiedź, klęcząc przede mną i nie wiedząc jak postąpię.
- S-Summer ? - usłyszałam. Spojrzałam mu w oczy. Były pełne smutku i przerażenia. Natomiast w moich powoli zaczęły zbierać się łzy. Pokiwałam pionowo głową, sprawiając, że w oczach zaświeciły mu się iskierki.
- Tak... Wyjdę za ciebie Louis - uśmiechnęłam się przez łzy. W momencie na jego ustach zagościł szeroki uśmiech. Wstałam w tej samej chwili co on i bardzo mocno go przytuliłam. Po kilku sekundach oderwał się ode mnie, wziął moją rękę w swoją i założył na mój palec pierścionek, który pasował idealnie.
- Nie wiesz jak mi ulżyło.
- Kocham cię - oparłam swoje czoło o jego.
- A ja ciebie - pocałował mnie delikatnie w usta.
- Nie spodziewałam się, że to zrobisz. To najlepszy prezent, jaki mogłam kiedykolwiek dostać. Jesteś facetem moich snów.
- Nasza historia... dopiero się zaczyna...




"Każdy ma do przebycia swoją podróż życia. 
Mijamy stacje życiowe, jedne szare, inne zaś kolorowe. 
Poznajemy ludzi, którzy wsiadają i wysiadają lub też do końca podróży przy nas pozostają. 
Każdy z nas wybiera swój przedział życiowy. 
Jednym wystarcza zwykły, innym zaś luksusowy. 
Lecz nie ważny jest luksus w życiu człowieka. 
Bo sensem tej podróży jest miłość do drugiego człowieka."



KONIEC CZĘŚCI I

__________________
Zakończenie części PIERWSZEJ. Dobrze przeczytaliście, części pierwszej. Otóż tą niespodzianką, o której mówiłam od dłuższego czasu jest to, że będzie, powstaje część druga. Nie umiałam jakoś rozstać się jeszcze z tą historią i postanowiłam, że jeszcze trochę ją popiszę, przede wszystkim dlatego, że miałam i nadal mam wiele pomysłów na ich dalsze losy. Dlatego zapraszam wszystkim na drugą część "Fame isn't important... ", gdzie czeka już na Was prolog i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej. Link poniżej, a także w moim profilu oraz w prawej kolumnie po kliknięciu okładki bloga. A teraz mogę  powiedzieć, napisać, że ten blog zostaje oficjalnie zakończony :)

"Fame isn't important..."

Tak szybko się mnie nie pozbędziecie ;)
/Perriele rebel

sobota, 29 kwietnia 2017

Rozdział 29

"Możesz spotkać lepszych ode mnie. Dużo ładniejszych niż ja, ale jest jedna rzecz, którą chcę ci powiedzieć. Zawsze będę dla ciebie, kiedy oni cię zostawią."
"Horanators są jak ciche anioły, które pomagają ci latać, gdy twe skrzydła zapomniały do czego są stworzone..." - komentarz z jednego z blogów BLOGSPOT


~Louis~

 Siedzę i czekam na cud. Sam już od tego wszystkiego ogłupiałem. Nie żyje.
Te słowa pojawiały się w mojej głowie jak odbity bumerang odkąd te maszyny zaczęły pikać. Nie wiem, dlaczego nie mogą opuścić moich myśli. Może to przez strach ? Strach przed tym, że Niall'a może naprawdę już tu nie być. Z trudem go odratowali. Jak na razie tylko aparatury trzymają go przy życiu. A Summer ? Zrobili jej tony badań, a ja i tak nic nie wiem. Odkąd zemdlała cały czas jest nieprzytomna. Przenieśli ją na izbę przyjęć i właśnie tu siedzę. Trzeci raz w szpitalu, a drugi dlatego, że zawiniła maszyna. Poczułem jak palce dziewczyny delikatnie się poruszają i zobaczyłem, że otwiera oczy.
- Co... się stało ? - spytała, dotykając ręką swojego czoła i mrużąc oczy.
- Zemdlałaś. Pamiętasz coś ? - spytałem wciąż trzymając ją za rękę.
- Zadzwonił do ciebie telefon... ze szpitala... O Boże ! Co z Niall'em ?! - poderwała się.
- Spokojnie - położyłem ją z powrotem.
- Żyje ? - spytała ze łzami w oczach.
- Teoretycznie tak... - przełknąłem ślinę.
- J-jak to ? Louis ?!
- Odratowali go... ale na razie oddycha tylko dzięki maszynom...
- Co ? - rozpłakała się. Przytuliłem ją do siebie, dodając otuchy. - Nie mogę znowu go stracić... - płakała.
- Powiedział ci, że...
- Jest moim bratem ? - odsunęła się trochę ode mnie. - Tak. Nie rozumiem tylko, dlaczego tyle mnie okłamywaliście. Ile to było miesięcy ? 10 ? Prawie rok Louis - szepnęła.
- Niall... nie chciał, żebyś od niego uciekła, kiedy się dowiesz. Bał się, że kolejny raz cię straci... że kiedy się dowiesz kim jest, to nie będziesz umiała się z nim dogadać, że go znienawidzisz... Bezpieczniej było trzymać to w tajemnicy, niż powiedzieć ci na samym początku. Mieliśmy ukrywać to tylko kilka, kilkanaście dni, ewentualnie jakiś miesiąc... Ale... zakochałem się w tobie - poczułem spływające po policzkach łzy. - Niall nie chciał ryzykować. Nie chciał, żebym cierpiał gdybyś wyjechała po dowiedzeniu się prawdy. Dlatego wszystko się przedłużyło. Nie mieliśmy zamiaru tak długo tego przed tobą ukrywać. Kiedy do nas przyjechałaś był szczęśliwy jak nigdy, płakał, że w końcu cię odnalazł. A gdy zostawiłaś nas i wyprowadziłaś się na 2 miesiące do hotelu, płakał każdej nocy. Próbowaliśmy coś zrobić, ale nic nie pomagało... Nie mógł znieść myśli, że może cię już więcej nie zobaczyć - zaciągnąłem się powietrzem, chcąc ten sposób się uspokoić.
- Nie uciekłabym... - powiedziała cicho.
- Nie mieliśmy pewności jak się stanie - podniosłem wzrok i spojrzałem na nią. Siedziała skulona, ze smutkiem wymalowanym na twarzy. - Twój wyjazd równałby się z naszym zerwaniem...
- Nigdzie nie wyjeżdżam - poczułem jej dłonie na moich policzkach. - Nigdy nikogo nie kochałam tak bardzo, jak ciebie - pocałowała mnie delikatnie w usta. - Jestem z tobą szczęśliwa i nie zamierzam tego stracić - powiedziała po oderwaniu.
- Kocham cię - uśmiechnąłem się lekko.
- Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam - usłyszeliśmy głos. Odwróciłem się i zobaczyłem panią doktor.
- Dzień dobry. Nic się nie stało - odpowiedziała Summer.
- Jestem lekarzem prowadzącym Pana Niall'a Horan'a i mam Pani wyniki. Jestem Victoria Sartorius - przedstawiła się.
- Przepraszam, że pytam, ale... jest Pani kimś z rodziny doktora Sartorius'a ? - spytała szatynka.
- Tak - zaśmiała się. - To mój mąż. Zna go Pani ? - spytała patrząc na dokumenty.
- Kiedyś trafiłam na chwilę pod jego opiekę.
- Rozumiem. No dobrze, co do tych badań...
- Co mi jest ? - spytała zaniepokojona Summer.
- Może przejdźmy na "ty". Będzie mi łatwiej.
- Dobrze. Wszystko jedno.
- Ile czasu poświęcasz na sen ? - spytała podejrzliwie kobieta, a Summer tylko westchnęła.
- Staram się jak najwięcej, ale przy mojej pracy to jest trudne. Śpię po... 4 godziny... ostatnio w ogóle nie mogę zasnąć.
- Masz jakieś inne dolegliwości ? - spytała ponownie.
- Jestem osłabiona, mam mdłości.
- Tak myślałam - westchnęła. - Powiedz mi jeszcze jak często jesz w ciągu dnia.
- Trzy razy, jak jestem w trasie lub bardzo zapracowana to 2, czasem tylko śniadanie... Tylko, że ja nadal nie rozumiem co się ze mną dzieje - pokręciła głową.
- Gdybyś zgłosiła się do nas za jakiś czas, miałabyś anemię.
- A-anemię ?
- Tak. Twój organizm potrzebuje więcej witamin i przede wszystkim odpoczynku. Musisz zacząć o siebie dbać, bo naprawdę możesz popaść w anemię.
- Zmienię to. Obiecuję.
- Ja tego dopilnuję - wtrąciłem się.
- W takim razie tutaj masz leki, które powinnaś brać - podała jej karteczkę, a ona wzięła ją do ręki. - Nie będziemy dłużej trzymać cię w szpitalu, możesz już wyjść.
- Dziękuję. A wie może Pani... co z moim bratem ? - spytała przełykając ślinę. Wziąłem ją za rękę i ścisnąłem.
- Pan Niall Horan ? - spytała, a Summer przytaknęła. - Ta noc będzie decydująca - powiedziała. Za chwilę wyszła zostawiając nas samych. Przytuliłem dziewczynę do siebie i pocałowałem w czoło.
- Nie chcę, żeby umierał - usłyszałem.
- Nie umrze - szepnąłem, sam nie wierząc w to co mówię.

*//*//*
~ 2 dni później ~

~Summer~

Żyje. Jedno słowo, a tyle znaczy. Jedno słowo, przez które czuję się szczęśliwa. Wieść o naszej dwójce, o mnie i o Niall'u, a przede wszystkim o nim, rozniosła się po świecie jak torpeda. Wydaliśmy specjalne oświadczenie, w którym piszemy o naszym pokrewieństwie, o wypadku Niall'a i o tym, że blondyn chce w spokoju dojść do siebie, ale dziękujemy za wszelkie modlitwy o jego zdrowie. Na razie wiem tylko tyle co powiedział mi Louis. Nie rozmawiałam o tym jeszcze z moim bratem, bo był zbyt słaby. Teraz już oddycha sam i jest z nim o wile lepiej niż było 2 dni temu. Nadal nie mogę uwierzyć, że to mój brat. Tak bardzo za nim tęskniłam, a teraz mam go przy sobie. Jestem w stanie wybaczyć mu to kłamstwo ze względu na to co się stało. Poza tym obiecałam mu, że go za to nie znienawidzę, a ja zazwyczaj dotrzymuję obietnic. Chłopaki na siłę zawieźli mnie wczoraj do domu i nakazali pójść spać. Nie miałam wyboru, nie chciałam zostawiać Niall'a, ale nie chcę też zachorować na tą anemię. Na szczęście dziś przywieźli mnie z powrotem. Przywitał mnie 2-tysięczny tłum fanów. Nie wierzę, że oni wszyscy przyjechali tu dla Niall'a. Nawet nie wiem jak oni się pomieścili na placu przed szpitalem. Prawdę mówiąc to ochrona już sama sobie nie radzi. Mają przysłać dodatkowych funkcjonariuszy, by zwiększyć bezpieczeństwo. Nadal nie wierzę w to wszystko, co wydarzyło się w przeciągu tylko tych 2 dni. Ale teraz już wiem i muszę nauczyć się z tym żyć. Właśnie dziś mogę spojrzeć na Niall'a jak na prawdziwego brata. Pchnęłam drzwi do jego sali, zostawiając chłopaków na korytarzu i weszłam do środka. Dostrzegłam blondyna uśmiechającego się na mój widok, więc również się uśmiechnęłam.
- Jak się czujesz ? - spytałam siadając na krześle obok.
- Lepiej - powiedział przyglądając mi się.
- Cieszę się... braciszku - spojrzałam na niego nieśmiało.
- Dlaczego mnie nie znawidziłaś ? - spytał.
- Bo... za długo za tobą tęskniłam. Rozdzieli nas, kiedy najbardziej siebie potrzebowaliśmy. Jestem w stanie ci to wybaczyć, bo... nie chcę znów cię stracić - rozpłakałam się. - Nie spodziewałam się, że to ty... jesteś moim bratem.
- Nie widziałaś znaków, Summer ?
- Jakich znaków ? - spytałam, pociągając nosem.
- Chociażby nasze znamiona - wystawił w moim kierunku dłoń, dotykając mojej. - Zawsze mówiłem ci, że jesteś dla mnie kimś więcej niż tylko przyjaciółką. Próbowałem cię chronić...
- Nie brałam tego na poważnie. Przepraszam... - zwiesiłam głowę.
- To ja powinienem cię przepraszać... Summer ?
- Hmm ? - podniosłam głowę.
- Zacznijmy od nowa, co ? - zaproponował, a ja pokiwałam twierdząco  głową z uśmiechem. - Jestem Niall Horan, twój brat - uśmiechnął się.
- Summer Smith, twoja młodsza siostra - zaśmiałam się cicho i pocałowałam go w policzek. - Niall ? Jak to możliwe, że mamy inne nazwiska ?
- Wiesz kim byli nasi rodzice ? - spytał, a ja pokręciłam przecząco głową. - Mama była znaną piosenkarką, a tata producentem muzycznym. Mama wiedziała, że od urodzenia mamy doskonały słuch muzyczny i że odziedziczyliśmy po nich talent. Chciała, żebyś przejęła jej nazwisko, aby ludzie wiedzieli, że tak wielka gwiazda to jej córka - opowiadał.
- Byli muzykami ? - spytałam cicho i pod wrażeniem.
- Tak, znał ich cały świat. A przede wszystkim Irlandia...
- Dlaczego akurat tam ? - spytałam ciekawa.
- Tam się urodziliśmy. Oboje pochodzimy z Irlandii...
- Więc, dlaczego przez tyle lat mieszkaliśmy w kompletnie innych miejscach ? Dlaczego w dokumentach mam zapisane inne miejsce urodzenia ?
- Twoja matka zastępcza była bliską przyjaciółką naszej mamy. Doskonale wiedziała, że mama od dziecka trzymała cię blisko muzyki, dlatego zabrała cię do Los Angeles. Tam była dla ciebie większa szansa.
- A co z tobą ? - spytałam, dokładnie  wszystkiego słuchając.
- Moja rodzina zastępcza przeprowadziła się do Londynu, więc ja też musiałem. Dom dziecka... nie chciał, abyśmy wychowywali się razem...
- Dlaczego ? - spytałam ponownie, mając łzy w oczach.
- Nie wiem. Jakiś czas temu powiedzieli mi, że... to wpłynęłoby na to jak potoczy się nasza kariera...
- Skąd wiesz to wszystko ?
- Gdy moja kariera w miarę się rozwinęła, poprosiłem menadżera, aby podjął próby znalezienia cię. I udało się, przy okazji trochę rzeczy się dowiedziałem - uśmiechnął się.
- Dlatego chciałeś, żeby to on był też moim menadżerem ?
- Tak. Wiedziałem, że nienawidzisz Nicol. Musiałem się wtrącić do tej sprawy.
- Bardzo dobrze, że to zrobiłeś - rozpłakałam się ponownie.
- Zrobiła ci coś ? - spytał z niepokojem.
- Powiem ci wszystko ze szczegółami, ale chciałabym, żebyś powiedział mi co jeszcze wiesz o naszych rodzicach.
- Tylko to, że zostali pochowani w Irlandii, w Mullingar, byłem tam kilka razy.
- Zabierzesz mnie tam ?
- Jak tylko stąd wyjdę, obiecuję - ścisnął moją dłoń.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się przez łzy.
- Menadżerowie naszych rodziców przekazali mi pamiątki po nich. Jest też album ze zdjęciami, kiedy byliśmy mali.
- Nadal nie wierzę w to, że w końcu cię znalazłam. Bardzo, bardzo za tobą tęskniłam.
- A ja za tobą siostrzyczko.
- Niall ? - spytałam, przypominając sobie o czymś.
- Hmm ?
- Co ze mną i Louis'em ?
- A co ma być ? - spytał marszcząc brwi.
- Twój przyjaciel poderwał twoją siostrę, nie jesteś zły ?
- Rozmawiałem o tym z Louis'em już wiele razy. Wiem, że z nim jesteś szczęśliwa. Nie mogę zabrać ci tego szczęścia.
- Kocham cię braciszku - przytuliłam się do niego.
- A ja ciebie mała.

*//*//*

~ 3 tygodnie później ~

Właśnie siedzimy w samolocie lecącym do Irlandii. Niall wyszedł ze szpitala i w pełni wrócił już do zdrowia. Tak jak mi obiecał, zabiera mnie do naszego rodzinnego miasta. Louis leci z nami, by mnie wspierać, gdy po raz pierwszy zobaczę tam wszystko co jest związane z moimi rodzicami. W tamtym tygodniu otrzymaliśmy list od byłych menadżerów rodziców, wraz z przesyłką, w której jak się okazało były klucze. Dowiedzieliśmy się, że nasz rodzinny dom nadal istnieje i stoi na swoim miejscu. Ze względu na to, że w końcu się odnaleźliśmy i oboje jesteśmy pełnoletni, dostajemy posiadłość w spadku po rodzicach. Przez 3 tygodnie jeszcze bardziej zżyłam się z Niall'em. Opowiadałam mu o swoim życiu, o złych stronach też, tak samo jak on. Zwierzaliśmy się sobie z różnych rzeczy. Nikt nam nie przeszkadzał, nie pospieszał. Nadrabialiśmy wspólnie stracony czas. Dowiedzieliśmy się o sobie wielu nowych rzeczy. Odkryłam, że ludzie, którzy przyjechali do niego na święta to właśnie jego rodzina zastępcza. W tej chwili czuję się szczęśliwa i dumna, z tego kim jest mój brat. To straszne, że gdybym nie przyjechała do Londynu w ramach współpracy to dalej bym go nie znała. Jeden kontrakt odmienił całkowicie moje życie. Zawodowe, rodzinne, ale też miłosne i towarzyskie. Czwórka ludzi, chłopaków, którzy zmienili mnie. Patrzę na świat już nieco inaczej. Jestem spokojniejsza, ale nadal nie jestem aż tak ufna ludziom. Tego ostatniego chyba już raczej nie zmienię. Moje doświadczenia z przeszłości i to jak wysoko znajduję się na szczeblu społeczeństwa, sprawiły, że boję się zaufać obcym ludziom, a przede wszystkim jest mi trudno. Ale mam cudownych przyjaciół, przyszywaną siostrę, ale jednak siostrę, brata i chłopaka. To dzięki nim​ nie czuję się sama na tym ogromnym świecie.
- Proszę pasażerów o zapięcie pasów. Za chwilę lądujemy w Irlandii - usłyszałam głos dochodzący z głośników, co sprawiło, że wróciłam myślami do rzeczywistości. Zapięłam pasy i z delikatnym uśmiechem na ustach spojrzałam w okno. Witaj mój domku...
- Gotowa zobaczyć ślady naszego dzieciństwa ? - spytał mnie Niall z uśmiechem.
- Gotowa, jak nigdy wcześniej.

*//*//*

Dotarliśmy do przypadłego nam domu. Na cmentarzu już byliśmy. Rodzice mają piękny pomnik. Patrząc na ich zdjęcia z nagrobku miałam ochotę się rozpłakać. Kupiliśmy im ogromny bukiet białych róż. Louis cały czas był blisko mnie i wspierał. Nie sposób powiedzieć jak się teraz czuję. Dom, domek, a bardziej mała rezydencja, tak to można nazwać. Jest przytulnie, nie za bogato, tak jak to sobie wyobrażałam. Ktoś dbał o ten dom, to widać. Kilka rzeczy doskonale pamiętam. Uzgodniliśmy razem, że przenocujemy tu kilka dni. Stanęłam przy kominku, w którym palił się ogień. Spojrzałam na niego z uśmiechem, zamykając oczy. Przypomniało mi się jedno ze wspomnień, którego prawdę mówiąc nie pamiętałam przez tyle lat. Wsłuchiwałam się dokładniej w trzask drewna w kominku, by  wrócić myślami do tamtych lat. Mimo, że minęło tyle czasu, nadal pamiętam o tych rzeczach sama o tym nie wiedząc.
- O czym myślisz ? - usłyszałam głos Niall'a. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na niego.
- Pamiętasz ? Siadaliśmy wieczorami z mamą i tatą przy tym kominku - mówiłam z tęsknotą.
- To pamiętam najbardziej - zaśmiał się cicho. - Tata opowiadał nam tu bajki, a mama zawsze wtedy robiła nasze ulubione ciasto.
- Cytrynowe - uśmiechnęłam się szeroko. Przytulił mnie i oboje patrzyliśmy w ogień. - Jak myślisz ? Byliby z nas dumni ?
- Myślę, że tak - położył głowę na moje ramię. - Wyrobiliśmy sobie rangę w świecie muzycznym, będąc 15 lat z daleka od siebie. To coś znaczy.
- Daliśmy radę ogromnej rozłące... - powiedziałam cicho.
- Teraz jesteśmy silniejsi.
- Tęsknię za nimi... - westchnęłam.
- Wiem... ja tak samo... Ale odzyskałem ciebie...
- Dziękuję, że mnie znalazłeś... że mnie nie odtrąciłeś... że... zaakceptowałeś mnie taką jaka jestem...
- A ja dziękuję, że nie znawidziłaś mnie - przytulił mnie mocniej.
- Hej, wy moje przytulaki - usłyszałam Louis'a. Odwróciłam głowę i zobaczyłam jak stoi przy drzwiach prowadzących do ogrodu. - Chyba macie nowych współlokatorów.
- Co ? - zaśmiałam się, a on pokazał gestem, abyśmy poszli za nim. Wyswobodziłam się z uścisku Niall'a i poszłam za szatynem na zewnątrz. Podobnie zrobił blondyn.
- To co miałeś na myśli ? - skrzyżowałam dłonie.
- Popatrz - pokazał ręką na drzewa.
- Wiewiórki ? - spytałam zdziwiona. - Co one tu robią ?
- Nie wiem, ale chyba na dobre się zadomowiły - zaśmiał się.
- No to nie można ich stąd wyrzucić - dodał Niall, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Co zrobimy z domem ? - spytałam.
- Zostawimy go dla nas - rzekł Niall. - To nasza pamiątka po rodzicach i z dzieciństwa. To nasza historia.
- Też o tym myślałam. Moglibyśmy przyjeżdżać tu na wakacje.
- A później przydałby się dalszym pokoleniom...
- Dlatego, jeśli go sprzedasz to po tobie - pogroziłam blondynowi palcem.
- Nie zamierzam tego robić - zaśmiał się. Objął mnie ramieniem z jednej strony, a Louis z drugiej.
- Jesteście najlepszym co mogło mnie spotkać - powiedziałam z uśmiechem do rozpromienionej dwójki.
____________________
Ostatni rozdział tej... hmm... a nie powiem Wam. Dowiecie się za tydzień, wraz z epilogiem, który dodam. Czeka Was niespodzianka, tak jak mówię to już od jakiegoś czasu, nawet sama już nie wiem od kiedy, i trochę więcej do poczytania. ;) Udanej majówki !
/Perriele rebel

sobota, 22 kwietnia 2017

Rozdział 28

"Że wiesz, że chcesz, że tęsknisz, tyle możesz powiedzieć, a milczysz."
"Nigdy nie ukrywaj prawdy przed ukochaną osobą, bo i tak wszystko wyjdzie na jaw, a wtedy może być już za późno na wyjaśnienia."

KLIK ---> MUSIC INSPIRED

~Summer~

Mamy już kwiecień. Przenieśliśmy się trochę czasowo. W końcu w styczniu nie było promocji naszego albumu, tylko przenieśli ją dopiero na marzec. Także wczoraj się skończyła. A wszystko zostało zmienione dlatego, że chłopaki w związku z ostatnimi wydarzeniami stwierdzili, że przyda nam się takie wydłużone wolne. Coś w stylu krótkich wakacji, tylko, że z tą różnicą, że my prawie cały czas byliśmy w domu i nigdzie nie jeździliśmy. A w czasie promocji płyty nie było zbytnio czasu wolnego. Praktycznie codziennie mieliśmy jakiś wywiad, albo też występ w jakimś programie czy radiu. Dziś zaczęła się już luźniejsza atmosfera, bo w sumie to trochę mamy wolne, ale nie całkiem. Mamy pisać i nagrywać kolejne piosenki. No i zostaje jeszcze kolejny teledysk.Tym razem reżyserem jest inny gość, a nie tamten dziwak. A teraz to ja aktualnie próbuję zasnąć. Zamiast tego wiercę się na wszystkie możliwe strony. Louis ze mną nie śpi... Chyba w nocy się wyniósł do swojej sypialni. Tak naprawdę to nie wiem, bo obudziłam się z pół godziny temu i od tamtej pory nie śpię. Jak na złość ! Jak chciałam się przespać te kilka godzin między wywiadami to oczywiście nie mogłam, bo to niby nie było czasu, a teraz jak w końcu chcę i przede wszystkim mogę to to się ani trochę nie udaje. No dobra, pomińmy to, że jednak spałam dziś te 4 czy ileś godzin. A tak a propos, to ciekawe, która godzina. Odwróciłam głowę i spojrzałam na zegarek. 3:07. Super... Nie ma to jak się obudzić w środku nocy. Coś czuję, że jednak nie zasnę. Kurde. Odrzuciłam na bok kołdrę i wygrzebałam się z łóżka. Znajdę sposób, żeby pójść spać. Nie ma bata. Wyszłam z pokoju i zeszłam do kuchni. Mimo, że tak jak zwykle prawie się wywaliłam, bo oczywiście wszędzie ciemno. Weszłam do pomieszczenia, zapalając światło, które dość mocno mnie oślepiło. Dlatego nie lubię w nocy łazić po domu. Wyjęłam z szafki szklankę i nalałam do niej wody, następnie wypijając ją do samego dna. Po co ja ostatnio tyle kaw piłam ? Gdyby nie to, teraz na pewno bym spała. Na drugi raz tak nie robię. A teraz to naprawdę nic nie wymyślę, by pójść spać. Odstawiłam szklankę do zlewu i miałam wracać do sypialni, gdy zobaczyłam kolejne światła. Zgasiłam te od kuchni i powędrowałam w kierunku tych drugich, jak się okazało - basenowych. Plus tego, że basen jest w środku domu. Pytanie tylko, kto pływa o tej porze. Dobra, ja sama łażę po domu, ale to co innego. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam Louis'a. Był w basenie, odwrócony do mnie tyłem. Nie widział mnie, więc podeszłam bliżej niego i przyklęknęłam obok. Odwrócił się zaskoczony, dostrzegając mnie.
- Nie śpisz ? - odezwał się patrząc na mnie.
- No.. właśnie nie mogę...
- To jest nas dwoje - uśmiechnął.
- To dlatego nie było cię u mnie w sypialni ? Myślałam, że po prostu uciekłeś do siebie.
- Od ciebie ? - podniósł jedną brew. - Nigdy. Od ciebie nie da się uciec - zaśmialiśmy się równo. - Wskakuj - kiwnął głową, pokazując na basen.
- Jestem w koszuli - zaśmiałam się.
- Tooo... Możesz ją przecież zdjąć.
- Ty tylko o jednym - przewróciłam oczami.
- Oj, po prostu chodź. Trochę smutno mi samemu - zrobił udawaną smutną minkę.
- No dobra - westchnęłam, a on szeroko się uśmiechnął. Wstałam z płytek i zdjęłam koszulę nocną, zostając w samej bieliźnie. Odłożyłam ubranie na siedzenie, a sama weszłam do wody. Przytuliłam się do mokrego Louis'a, a on objął mnie ramieniem.
- Wiesz co ? - odezwał się, a ja popatrzyłam mu w oczy. - Cieszę się, że cię mam - pocałował mnie w czoło, a ja szeroko się uśmiechnęłam.
- Louis ?
- Hmm ?
- Co byś zrobił, gdyby okazało się, że... jestem w ciąży ? Znów... - spytałam nieśmiało.
- Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi - pogłaskał mnie po policzku.- A jesteś ?
- Nie... chyba nie - przytuliłam się mocniej do jego klatki piersiowej. - Po prostu tak pytam - powiedziałam cicho.
- Zawsze możesz mi wszystko powiedzieć, tak ?
- Tak - zamknęłam oczy. - Ostatnio gorzej się czuję...
- A dokładniej ? - spytał patrząc na mnie.
- Jestem zmęczona, osłabiona... momentami jest mi nie dobrze...
- Trzeba to sprawdzić. Może... jest inaczej niż... myślisz... - mówił z przerwami.
- Co masz na myśli ? - zmarszczyłam brwi.
- Że może jednak jesteś w ciąży - powiedział cicho, a ja powoli pokiwałam na boki głową.
- To nie możliwe Louis - odpowiedziałam słabo. - Tydzień temu miałam okres.
- Lepiej będzie jak to sprawdzimy.
- Dobrze - szepnęłam.
- Summer ? Dobrze się czujesz ? - spytał, dotykając mojego policzka. Pokiwałam przecząco głową.
- Muszę się położyć...
- Chodź - wziął mnie na ręce, wyjmując z basenu, a potem sam wyszedł. Owinął mnie ręcznikiem i z powrotem wziął na ręce niosąc do pokoju.
- Co się dzieje ? - spytał, gdy położył mnie na łóżku.
- Po prostu muszę odpocząć - szepnęłam zamykając oczy. Poczułam jak zostaję przykryta kołdrą i szybko zasnęłam.

*//*//*

~Louis~

Kolejny, wolny, aż sam się temu dziwię, dzień. Summer zasnęła od razy po tym jak przyniosłem ją z basenu. Mam nadzieję, że nic groźnego jej się nie dzieje. Sam osobiście zasnąłem koło 5 nad ranem i spałem, aż do teraz. Trochę późno już, bo jest po 12, a Summer nadal śpi. Rzeczywiście ostatnio nie wyglądała za dobrze. Trochę jest to też moja wina, bo nie zwracałem na to większej uwagi. I żałuję... Gdybym wcześniej to zauważył i jakoś zareagował to może by w końcu odpoczęła i było by lepiej. to prawda, sam ostatnio spałem po 3 godziny dziennie, a zdarzało się też tak, że prawie wcale nie rozmawiałem z Summer, bo po prostu ani ja, ani ona nie mieliśmy na to czasu. Byliśmy tak zawaleni pracą, że nie mogliśmy porozmawiać jak ludzie. Ważne tematy zeszły na bok, a praca zajęła 1 miejsce. Niestety. Mimo tego 2 miesięcznego odpoczynku, teraz wcale nie czujemy się wypoczęci. Wszystko narzuciło nam się na jeden moment i jesteśmy strasznie zmęczeni. Za cenę sławy płacimy ciągłym wyczerpaniem. Musimy przystopować, albo któreś z nas  naprawdę przypłaci zdrowiem za to wszystko. A to chyba Summer znosi to najgorzej. Do tego zmiana menadżera trochę to jednak wszystko pokomplikowała. Od marca Nicol nie jest już na tym stanowisku. To Summer tego chciała i miała do tego całkowite prawo. A ja popieram to w 100 %. Od tamtej pory jest pod opieką naszego. Czyli można powiedzieć, że... mamy wspólnego menadżera. Niall zaproponował, żeby to właśnie Johny przejął tą funkcję, a że on się na to zgodził to tak się stało. Myślę, że blondyn w jakiś sposób z tego się cieszy, bo jakby w najbliższym czasie nie wyjawił jej prawdy, a stałoby się coś, przez co byśmy mogli jej już nie zobaczyć, to poprzez menadżera miałby z nią jeszcze jakiś kontakt. Usiadłem na łóżku i pochyliłem się nad śpiącą szatynką, delikatnie całując ją w policzek. Uśmiechnąłem się, patrząc na nią i poprawiłem spadając z niej kołdrę. Wstałem z łóżka i poszedłem do swojego pokoju, aby się ubrać. Dobra, dziś sobota, więc zrobimy sobie dzień lenia. Chcę, żeby Summer trochę odpoczęła od tego całego szumu wokół nas. Nałożyłem czarne rurki i biały T-shirt i zszedłem na dół. W salonie spotkałem rozłożonego na całej kanapie Harry.
- Hej loczek - przywitałem się idąc do kuchni i przeczesując włosy.
- Siema - mruknął. Znalazłem się w kuchni i pierwsze co zrobiłem to nalałem sobie świeżej kawy z ekspresu. Zdecydowanie muszę zacząć ją ograniczać. Uzależnię się tak, że już nigdy nie będę w stanie zasnąć, albo serce mi już nie wytrzyma od nadmiaru kofeiny, a wtedy to już po mnie.
- A ty co robiłeś o 3 w nocy w basenie ? - spytał stojący w drzwiach Harry, gdy ja zacząłem pić kawę.
- A co się robi w basenie ? - zaśmiałem się. - Pływałem.
- W nocy ? - podniósł brwi.
- Nie mogłem spać, okey ? - odstawiłem kubek na blat. - Chwila - odwróciłem się z powrotem w jego stronę. - A ty skąd o tym wiesz ?
- Booo... ćwiczyłem w siłowni i widziałem cię, jasne ?
- I to, że pływałem o tej porze niby było dziwne - prychnąłem, a on przewrócił oczami.
- Hej - usłyszałem i zauważyłem Summer wchodzącą do kuchni.
- Cześć skarbie - podszedłem do niej bliżej i cmoknąłem w usta. - Myślałem, że śpisz.
- Ale zgłodniałam - zaśmiała się.
- To siadaj, a ja zrobię nam coś do jedzenia - uśmiechnąłem się i podszedłem do blatu. - Ty też chcesz ? - zwróciłem się do Harry'ego. - Po co ja pytam ? Pewnie se już zrobiłeś - wyjąłem talerz z szafki.
- No dzięki - mruknął. - Mógłbyś się raz zainteresować głodnym przyjacielem - powiedział wychodząc z kuchni. Wzruszyłem ramionami i wyjąłem produkty z lodówki. Pokroiłem chleb na kromki i ułożyłem je na talerz. Położyłem na nie wędlinę, ser, sałatę i pomidory, które wyciąłem na kształt serc. Gotowe kanapki postawiłem na stole przed Summer.
- Smacznego - cmoknąłem ją w policzek.
- Dziękuję - uśmiechnęła się. - Te serduszka dla mnie ?
- Tylko dla ciebie. Chyba, że się ze mną podzielisz - zaśmiałem się, a ona odwdzięczyła mi się tym samym. - Kawa czy herbata ?
- Herbata, zdecydowanie herbata. Ostatnio przesadzam jednak z kawą.
- Nie ty jedna - mruknąłem, napełniając kubek napojem. - Dziś robimy sobie dzień lenia - powiedziałem stawiając przed nią herbatę.
- Mi to w pełni odpowiada.
- Cieszę się - posłałem jej uśmiech i wziąłem jedną z kanapek. Mój posiłek przerwał oczywiście dzwoniący telefon. Wyjąłem go z kieszeni spodni i spojrzałem na wyświetlacz. Jakiś nieznany numer. A to oznacza, że to znów fan, który jakoś zdobył mój numer, albo ważna osoba, którą powinieniem znać, a jest na odwrót.
- Louis Tomlinson, słucham ?  - powiedziałem odbierając.
- Dzień dobry, szpital św. Anny w Londynie.
- Dzień dobry... - powiedziałem niepewnie wstając od stołu.
- Został Pan upoważniony do przekazywania wszystkich informacji na temat Pana Niall'a Horan'a - usłyszałem.
- P-przepraszam, ale jakich informacji ? - spytałem nic nie rozumiejąc. Co się do cholery dzieje ?!
- Pan Horan miał wypadek. Trafił do nas w krytycznym stanie, właśnie jest operowany.
- Co ?!
- Lepiej będzie jeżeli Pan przyjedzie. Wszystkiego dowie się Pan od lekarza prowadzącego.
- Dobrze, będę najszybciej jak to możliwe. Do wiedzenia - powiedziałem rozłączając się.
- Coś się stało ? - usłyszałem za sobą Summer i się odwróciłem. O cholera.... Przecież to jego siostra. To się nie dzieje naprawdę.
- Niall miał wypadek - przełknąłem ślinę, a ona zaczęła się dławić jedzeniem. - Summer ! - podbiegłem do niej i podałem szklankę z wodą, którą od razu wypiła. - Już dobrze ? - spytałem zaniepokojony.
- Tak - powiedziała wyrównując oddech. - Co z Niall'em ?
- Nie wiem. Musimy tam szybko jechać. Powiedz chłopakom, a ja idę po jego dokumenty - powiedziałem, a ona przytaknęła. Zapowiadał się piękny dzień. A jeden telefon przekreślił wszystko.

*//*//*

 W niewyobrażalnie szybkim czasie znaleźliśmy się w szpitalu, gdzie okazało się, że Niall został przewieziony na OIOM. Powiedziano nam, że trafił do nich w bardzo ciężkim stanie, jak to oni określili,  wręcz krytycznym. Miał krwotok wewnętrzny, połamane żebra, a niektóre z żył były podcięte. Nikt do końca nie wie jak doszło do wypadku. Policja prowadzi dochodzenie. Prawdopodobnie była to zwykła nieuwaga. Jednak przez to, życie Niall'a wisi na włosku. Przeniosłem wzrok z podłogi na pielęgniarkę wychodzącą z sali.
- Pan Horan chciałby porozmawiać z Panią Summer Smith - powiedziała, patrząc ze współczuciem na szatynkę.
- Z-ze mną ? - spytała dla upewnienia.
- Tak, podobno to bardzo ważne.
- Dobrze - podeszła do sali i odwróciła się przestraszona w moim kierunku. Kiwnąłem lekko głową, pokazując, że musi tam wejść. Pchnęła drzwi i znikła w białym pomieszczeniu. Teraz nie mam wątpliwości co Niall chce zrobić. Chce zobaczyć swoją siostrę, której tak długo poszukiwał. A ja nie zamierzam się temu sprzeciwiać. Ona nie zasługuje na to, żeby dowiedzieć się prawdy tak późno. Za późno... Kiedy Niall'a może już tu nie być...

~Summer~

Weszłam do jasnego pomieszczenia. Swój wzrok skierowałam na blondyna przypiętego do maszyn. Chciało mi się płakać, gdy zobaczyłam w jakim jest stanie. Powoli podeszłam do jego łóżka i usiadłam na krześle obok. Dotknęłam jego dłoni, sprawiając, że otworzył oczy. Spojrzał na mnie i ze słabością w rękach zdjął maskę tlenową.
- Muszę... coś ci powiedzieć - powiedział ciężko oddychając.
- Co takiego ? - spytałam cicho.
- Obiecaj, że nie znienawidzisz mnie za to co teraz powiem...
- Ale... nawet nie wiem o co chodzi...
- Proszę... obiecaj mi to...
- Obiecuję - ścisnęłam mocno jego dłoń.
- Za długo to ukrywałem... Musisz w końcu poznać prawdę... Ode mnie... - coraz gorzej oddychał, a ja zaczęłam się niepokoić.
- Niall ? C-co się dzieje ?
- Jesteśmy... rodzeństwem... jestem twoim bratem - mówił z przerwami.
- C-co ? - spytałam z szeroko otwartymi oczami, w których zaczęły zbierać się łzy. - Cały czas to wiedziałeś ? - szepnęłam.
- Prze-praszam... - powiedział słabo. Już miałam coś powiedzieć, ale wszystkie maszyny w  pomieszczeniu zaczęły naraz głośno pikać. Popatrzyłam na Niall'a Miał zamknęite oczy, nie oddychał...
- Niall ! - krzyknęłam przez łzy. - Niall !! - wstałam z krzesła, próbując coś zrobić.
- Zatrzymanie akcji serca ! - usłyszałam głos pielęgniarki. - Rozpoczynamy reanimację !
- Proszę stąd wyjść ! - krzyknęła w moim kierunku druga.
- Co ? - odwróciłam się zapłakana. - Ale to mój brat !
- Proszę stąd wyjść !! - powtórzyła jeszcze raz. Poczułam jak ktoś odciąga mnie od tego wszystkiego. W momencie znalazłam się na korytarzu.
- Puśćcie mnie ! - krzyczałam przez łzy.
- Uspokój się ! - usłyszałam głos Louis'a. Wyrwałam się z jego ramion i podbiegłam do szyby, przez którą mogłam obserwować co się dzieje.
- Nie zostawiaj mnie... - oparłam czoło o szybę, płacząc. - Nie... zostawiaj mnie... - powtórzyłam, gdy zaczęło robić mi się słabo. Pojawiły mi się przed oczami czarne mroczki. Oparłam się rękami o ścianę, ciężko oddychając. Po chwili pojawiła się całkowita ciemność.
- Summer ! - usłyszałam stłumiony głos, po czym moje ciało upadło bezwładnie na ziemię.
____________________
Jak zwykle zakończyłam rozdział w szokującym momencie. Muszę szczerze powiedzieć, że ja to jednak lubię tak robić. Do końca został jeszcze tylko jeden rozdział i epilog. No i obiecana niespodzianka. Mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli, a wręcz przeciwnie. Miłego weekendu (:
/Perriele rebel

sobota, 15 kwietnia 2017

Rozdział 27

"Jedna szczera rozmowa. Czasami tylko tyle trzeba, żeby każdy wiedział na czym stoi."
"Próbuję wmówić swojemu sercu, że ma nie chcieć tego, czego mieć nie może."

~Summer~

Minęło aż 3 tygodnie. Za kilka dni święta, a ja wciąż nie pogodziłam się z Louis'em. To nie jest tak, że cały czas się kłócimy, po prostu... mało rozmawiamy. Boję się z nim porozmawiać o tym wszystkim. Chciałabym do niego wrócić, ale to nie jest takie łatwe. Czuję jak cały czas, po trochu się od siebie oddalamy. Brakuje mi go, jego bliskości, pocałunków, czułych słów i tego: "Zawsze przy tobie będę". Miał być... a teraz nawet nie wiem jaka jest między nami relacja. A może znalazł już sobie kogoś innego... dlatego ze mną już nie rozmawia. Jeżeli tak jest... ja będę musiała to jakoś zaakceptować. Jestem silna. A może nie... Może to jest własnie ta rzecz, która zniszczy mnie od środka. Już na dobre... Summer przestań się zażalać ! Dobra, ja już zaczynam świrować. Do tego dochodzą urodziny Louis'a. Świetnie. W samą wigilię. Nikt większego pecha ode mnie nie ma. Rodziny chłopaków mają się zjechać, matka tak samo. Wszyscy mamy być w jednym domu. Ciekawe jak się pomieścimy. Bo tego to chyba nikt nie przemyślał. A jak tak, to coś mu nie wyszło w obliczeniach. Siedzę w salonie i oglądam kolejny świąteczny film. Znaczy leżę, tak już od rana, czyli jakieś 4 godziny.
- Rusz się w końcu, co ? - powiedział Niall, wskakując na kanapę.
- Ciekawe gdzie - mruknęłam. - Nie mam nic do roboty - powiedziałam wpatrzona w telewizor. W sumie, to zaczyna się robić już nudne.
- Na zakupy - odpowiedział.
- Pogięło cię ? - jęknęłam. - Na razie nie potrzebuję nowych ubrań.
- A nie kupujesz nikomu prezentów na święta ? - spytał zdziwiony.
- O kurwa - walnęłam się z otwartej dłoni w czoło. - Zapomniałam...
- W takim razie idź się ubierać, bo za 10 minut jadę z Vanessą do centrum.
- W-weźcie na mnie poczekajcie - powiedziałam wstając na równe nogi.
- Jasne. Pośpiesz się, bo nie chcę stać w korkach tak jak w tamtym roku - mruknął.
- Jak to ? - zaśmiałam się. - Centrum aż tak daleko nie jest.
- Pojechaliśmy na zakupy dzień przed wigilią, staliśmy w korku, a jak dojechaliśmy do sklepu to okazało się, że zapomnieliśmy pieniędzy, musieliśmy wracać i znów staliśmy w korku - wytłumaczył, a ja zaczęłam się śmiać.
- Najdłuższe godziny twojego życia, co Niall ? - śmiałam się odchodząc do schodów.
- Idź się lepiej ubierać. Czekamy 10 minut, jak nie przyjdziesz to jedziemy bez ciebie.
- Ej ! Jesteś okropny ! - odwróciłam się.
- Każda mi to mówi - mrugnął do mnie. - No idź, przecież poczekamy - zaśmiał się.
- Mam nadzieję... - zmroziłam go wzrokiem. Weszłam na schody i powędrowałam do swojej sypialni, a potem do garderoby. Poszperałam trochę w rzeczach i w końcu stwierdziłam, że ubiorę się tak, aby było mi dość wygodnie. Przebrałam się od razu w garderobie. Założyłam czarne rurki, ciemny podkoszulek i szarą, ciepłą bluzę. Zabrałam z pokoju torebkę, wcześniej sprawdzając czy mam w niej telefon i portfel i zeszłam na dół. Głupek. Tak mnie pospieszał, a sam siedzi teraz przed telewizorem i ogląda ten film.
- Blondyneczko... - powiedziałam, zakładając w przedpokoju buty.
- No co ?
- No chodź ! - krzyknęłam.
- Ciekawy film ! - odkrzyknął. Wróciłam do salonu i zmroziłam go wzrokiem.
- Idziesz ? Czy naprawdę chcesz stać w tych korkach ? - mówiłam ze zmrużonymi oczami, a on tylko westchnął i wyłączył telewizor, wstając.
- No przecież idę - mruknął. - Vanessa !!! - krzyknął, a ja myślałam, że mi bębenki w uszach pękną. Głośniej się nie da ?
- Przecież cały czas tu jestem - powiedziała wychodząc z kuchni. - Niall ! - krzyknęła mu do uch, a on się skrzywił. Zaśmiałam się i nałożyłam na siebie kurtkę wraz z szalikiem i czapką. - Tak Nialler, nas pospieszałeś, a sam nie masz nawet butów.
- Bo ja nie stroję się godzinę jak wy - mruknął zakładając obuwie.
- Halo ! Czy ja się według ciebie teraz wystroiłam ?! - krzyknęłam nie dowierzając temu co mówi. Spojrzał na mnie i przejechał wzrokiem.
- Ty we wszystkim ładnie wyglądasz - wzruszył ramionami, idąc do drzwi. - No chodźcie - westchnął. Wyszliśmy z domu kierując się do samochodu.
- Aaaa !!! - krzyknęłam, kiedy poślizgnęłam się na lodzie. Od razu zostałam złapana przez blondyna. - Dzięki.
- Trzeba było założyć jeszcze wyższe szpilki - parsknął śmiechem.
- A może lubię chodzić w szpilkach - droczyłam się z nim, wstając.
- Po prostu uważaj, okay ? - zaśmiał się, a ja pokiwałam głową.

 *//*//*

Ponad 6 godzin na zakupach. Nie no, my to jesteśmy świetni. Tylko, że zapakowaliśmy cały bagażnik i jeszcze w środku. I to właśnie ja siedzę z tyło, bo wraz z Niall'em stwierdziliśmy, że Vanessa jak jest im dalej od prezentów, tym jest bezpieczniej. Ona jak zwykle się naburmuszyła, ale wszyscy wiemy, że gdyby to ona siedziała obok zakupów to każdy by już wiedział co dostanie. A propo. Nie kupowałam prezentów dla wszystkich, którzy przyjadą, tylko dla tych których znam, czyli dla chłopaków, Vanessy, no i rodziny Louis'a. Mimo, że nie jesteśmy razem, stwierdziłam, że jednak miło będzie jeśli coś im dam. Dla matki nie kupowałam nic, bo zapewne i tak nic mi nie da, więc ja odwdzięczam jej się tym samym. Skoro ja jestem dla niej nikim, to ona dla mnie tak samo. A z prezentami był trudny wybór, ale się udało. Dla Vanessy mam jej ulubione perfumy i tak jak co roku zestaw bielizny. Se założy, to może w końcu kogo poderwie. A jak nie, to zeswatam ją z Niall'em i po problemie. Z kolei Horan'owi kupiłam sweter z motywem świątecznym, a do tego nową, już którąś gitarę, Liam'owi wykupiłam wakacje do Hiszpanii, żeby mógł sobie polecieć z Sophią, Harry'emu kolejny kapelusz i książkę kucharską, a Louis'owi, było najtrudniej, ale się udało - skórzaną kurtkę od projektanta. Natomiast dla jego sióstr trochę kosmetyków, ubrań, dla Johannah piękną bransoletkę, dla Dana książkę, a dla maluchów zabawki. Same moje zakupy to było jakieś 15-20 toreb, a co powiedzieć o reszcie ? Wjechaliśmy na posesję ośnieżoną śniegiem.
- Przydałoby się tu trochę odśnieżyć, nie sądzicie ? - spytałam z tylnego siedzenia.
- Chcesz to odśnieżaj. Jutro i tak na nowo napada, więc nie ma sensu - powiedział Niall parkując. 
- Dobra, ja nic nie mówiłam - odpowiedziałam wysiadając z samochodu.
- Chodźcie do domu, później to wszystko wypakuję, na razie jestem głodny.
- Zawsze jesteś głodny - wzruszyła ramionami Vanessa.
- Serio ? A ty byś nie była po 8 godzinach ? - spytał wyraźnie mówiąc ostatnie słowa.  Dziewczyna przewróciła oczami i weszliśmy do domu. Zdjęłam w wejściu buty i resztę i poszłam do kuchni, skąd dochodziły głosy chłopaków.
- No zostaw ! - Harry walnął Liam'a po rękach.
- Ała ! Ja chciałem tylko spróbować ! - pisnął Payno. - Co ci szkodzi ? 
- To ciasto jest na święta, a nie po to, żebyś ty je teraz zjadł - wycedził. 
- A co wy już szykujecie jedzenie na wigilię ? - spytałam zaskoczona.
- Kochana... - powiedział powoli loczek. - Do świąt jakbyś nie wiedziała, zostało już tylko kilka dni, tak ?
- No tak...
- A my mamy do wyżywienia blisko 40 osób ! - krzyknął zdenerwowany.
- Czego się drzesz ?!
- Bo sam muszę wszystko robić ! 
- Spokojnie. Jutro ci pomogę - powiedziałam, uspokajając go. Co on się tak przejmuje ?
- No ja mam nadzieję - odwrócił się i odszedł do blatu. Nerwowy jest coś ostatnio.
- A Louis to gdzie ? - spytał Niall wchodząc do kuchni. Czyli teraz temat zejdzie na niego ? No super...
- Pojechał... wiesz gdzie... - powiedział Liam patrząc na blondyna znacząco.
- Teraz ? - spytał, a szatyn przytaknął. - Czyli, że...
- Tak Niall ! Doskonale wiesz o co chodzi - oburzył się Liam, a ja zmarszczyłam brwi.
- Ja nie wiem o co chodzi - wtrąciłam się. - Ale wiem, że zapewne mi nie powiecie, prawda ? 
- Tak - odezwał się Harry, ozdabiając ciasto.
- Super. Dalej przede mną wszystko ukrywajcie i udawajmy, że jest w porządku ! - podrzuciłam zdenerwowana ręce do góry i wyszłam z kuchni. Nie to nie ! Zapewne pojechał do swojej nowej dziewczyny. Tylko, że tym idiotom tak trudno jest to powiedzieć. Jakby mnie to obchodziło co on robi.

*//*//*

Godzina. Tyle już siedzę w pokoju , a raczej w garderobie, ponieważ postanowiłam w końcu w niej posprzątać. Co nie jest takim łatwym zajęciem, bo mam okropnie dużo ciuchów. Czasem zastanawiam się, dlaczego ja je jeszcze kupuję. Może dlatego, że jestem zakupoholiczką ? Vanessa mnie tym zaraziła i nic na to nie poradzę. Z jednej strony to nawet fajne zajęcie, ale z drugiej, można wydać tyle pieniędzy, że w końcu zostaniesz z niczym. Nawet żadnymi pieniędzmi na czarną godzinę. Nie żebym ja tak robiła. Tylko stwierdzam jak postępują inni ludzie. Ja staram się oszczędzać pieniądze, mimo że czasem nie bardzo mi to wychodzi. No, ale co ? Człowiek uczy się na błędach, prawda ? No właśnie. Louis chyba wrócił. Jakiś czas temu słyszałam głosy na dole, więc pewnie tak jest. Dlaczego ja się nim przejmuję ? Jest dorosły, niech sobie robi co chce. Mimo, że nie chcę, to nie mogę przestać o nim myśleć. Nawet na tą pieprzoną chwilę ! Z perspektywy czasu zaczynam dostrzegać, że uzależniłam się od niego, tak jak od narkotyków, których swoją drogą na razie nie biorę. Potrzebuję go, żeby poczuć choć odrobinę szczęścia, ale wiem, że teraz do tego to już chyba nigdy nie dojdzie. Chcieć to ja sobie mogę. On ma teraz nowe życie, nową dziewczynę i to jej zapewne poświęca swój czas. A ja... tylko zawracam im wszystkim głowę, mieszkając u nich. Wiem, ze oni mi tego nie powiedzą, ale tak jest. Najchętniej pojechałabym na jakieś wakacje, ale oczywiście na to nie mam czasu. Tak jak na wszystko inne ! W styczniu podobno mamy promocję naszego albumu i to jeszcze aż do lutego. Potem znów ma coś być. I własnie w tym wszystkim nie ma miejsca dla mnie. Ja po prostu stosuję się do dawanych mi poleceń i tyle. I znów rok przeleci mi pewnie na koncertowaniu. Znów czeka mnie ta codzienna rutyna. Składałam ubrania aż do pomieszczenia wszedł Niall. Przeniosłam wzrok z bluzek na niego.
- O ! Tutaj jesteś - powiedział szybko oddychając.
- Co ci ? - zdziwiłam się.
- Nałóż jakąś ciepłą bluzę lub sweter, cokolwiek - powiedział pospieszająco.
- Ale po co ? - zmarszczyłam brwi.
- Po prostu nałóż. Musisz coś zobaczyć.
- Umm... okay - wstałam z podłogi i podeszłam do pufy, biorąc z niej grubą, polarową bluzę i nakładając ją na siebie.
- A teraz chodź ze mną - objął mnie ramieniem, gdy wyszliśmy z garderoby. Zostałam wyprowadzona na balkon. Pewnie ! W takie zimno !
- Niall ?! Czy ty zwariowałeś ?! Tu jest z 20 stopni na minusie ! - zaczęłam krzyczeć.
- Spójrz na dół - uśmiechnął się szeroko. Podeszłam do barierki i popatrzyłam w dół. Od razu wszystkie złe emocje mnie opuściły, a zastąpiły je te dobre. Na śnieżnobiałym śniegu, który idealnie komponował się z ciemną nocą, był ułożony z malutkich świeczek napis, który brzmiał: "PRZEPRASZAM KOCHAM CIĘ". Dookoła porozrzucane były płatki i pojedyncze róże.
- Niall ? Co to... - odwróciłam się do blondyna, ale zamiast niego zobaczyłam Louis'a, mającego w oczach świeczniki.
- Louis ? - szepnęłam, podchodząc do niego bliżej.
- Przepraszam - powiedział cicho, mając łzy w ochach. -  Kocham  tylko ciebie. Nie umiem żyć, kiedy nie ma cię obok. Jesteś wszystkim. Sprawiłaś, że moje życie nabrało więcej kolorów. I mimo, że były złe momenty, kłótnie... nigdy nie zamieniłbym tego na nic innego. Kocham cię Summer. Wybacz mi. Jeszcze raz cię błagam, przepraszam cię za wszystko co sprawiłem, że byłaś przeze mnie nieszczęśliwa, że cierpiałaś. Przepraszam... Jeśli chcesz, mogę nawet klęczeć przy tobie na tym mrozie, ale błagam cię... wybacz... - wyszeptał ostatnie słowa, kiedy mi po policzkach ciekły już łzy. Nie czekając na wiele, wpiłam się w jego usta. Objął mnie w tali, chcąc dodać mi odrobinę ciepła. Oderwał się ode mnie, gdy spostrzegł, że zaczyna mi już brakować powietrza.
- Wybaczam ci wszystko - pogłaskałam go po policzku. - Kocham cię. Tęskniłam za tobą... bardzo. Nie wiesz jak mi cię brakowało.
- Ja też za tobą tęskniłem - oparł swoje czoło o moje.
- Myślałam, że... znalazłeś już sobie nową dziewczynę - powiedziałam cicho.
- Zawsze byłaś tylko ty. Nikogo więcej nie kocham. Jesteś moją piosenkareczką - zaśmiał się uroczo. Spojrzał mi w oczy i znów pocałował. Obydwoje podczas tego pocałunku uśmiechaliśmy się, przekazując sobie całą miłość, jaką do siebie żywimy. Wziął mnie na ręce, wnosząc z powrotem do ciepłego domu i położył na łóżku, nie przestając całować. Zdjął swoją bluzę, tak samo jak moją i obie po chwili wylądowały daleko na podłodze. Oderwał się ode mnie, aby pozbyć się swojej bluzki. Z moją zrobił za chwilę to samo. Zaczął całować mnie po szyi i dekoldzie, robiąc malinki. Pragnęłam go jak nigdy wcześniej. Dawał mi przyjemność, której tak potrzebowałam. Tylko on umie sprawić, że poczuję się szczęśliwa, kochana i że jeszcze coś dla kogoś znaczę. Jeżeli tak ma wyglądać nasze pogodzenie, to ja jestem na tak. Nigdy jeszcze nie dostałam takiej niespodzianki, jaką on mi zrobił. Warto było czekać na swój ideał. Może trochę za długo, ale warto...
____________________
Kurcze. Muszę szczerze powiedzieć, że to jeden z moich ulubionych rozdziałów. Powoli zbliżamy się do końca. Zostały chyba jeszcze 2 lub 3 tygodnie. Ale mam dla was niespodziankę tuż po dodaniu epilogu.
A z okazji świąt...
Przesyłam najserdeczniejsze życzenia:
obfitości łask Bożych, zdrowia, radości,
wytrwałości w codziennym zmaganiu się
z przeciwieństwami, poczucia siły, pokoju
i nieustającej wiary i nadziei.


WESOŁYCH ŚWIĄT ! (:


/Perriele rebel

sobota, 8 kwietnia 2017

Rozdział 26

"Bądź przy mnie, gdy będzie naprawdę źle. Gdy wszystko będzie się sypało. Gdy będziemy się nawzajem nienawidzić... wtedy najmocniej będę cię potrzebowała..."

KLIK ---> MUSIC INSPIRED
~Summer~

2 cholerne miesiące bez NIEGO. Dobre ? Ani trochę. Brakuje mi go jak cholera. Jeszcze się nie pogodziliśmy, a to z mojej winy. Przychodzi bardzo często i próbuje ze mną porozmawiać, a ja tak po prostu go odpycham. Ostatnio już nawet przestał mieć nadzieję, tak samo jak ja. Przychodzi teraz tu tylko, dlatego żeby sprawdzić czy żyję. Od matki dostałam niezły opierdol, za to, że zawiesiłam kontrakt i ona jest wielce pokrzywdzona. Pewnie. Zawsze była ona, tylko ona. Ja jej nie jestem do niczego potrzebna. Kiedy wszystko jakoś wróci do normy, zmienię menadżera. Nie chcę mieć z nią już do czynienia. Zawsze przed każdym udaje. To mi pokazała swoje prawdziwe oblicze. I to zdecydowanie złe. Ja sama przez te miesiące właściwie nie robiłam praktycznie nic. Vanessa codziennie do mnie przychodzi. Czasem nocuje. Nie wiem co się dzieje u chłopaków i szczerze mówiąc nie wiem czy chcę wiedzieć. Może u Niall'a. Ostatnio czuję między nami szczególną więź. Jakbym znała go od urodzenia, mimo że tak naprawdę poznałam go prawie pół roku temu. Tyle jestem w Londynie... Nie wierzę, że wytrzymałam w jednym mieście tak długo, współpracując z inną gwiazdą. Wyjątkiem jest Selena. Pracowałyśmy razem rok. A teraz... kontakt nam się jakby urwał. Niall stwierdził, że to wariatka, a ona sama zaczęła gadać jakieś głupoty. Nie wiem co mam o niej myśleć. Może to rzeczywiście prawda. Przez ten cały czas zdążyłam sobie poukładać trochę w głowie. Zauważyłam, że naprawdę tęsknię za Louis'em. Jednak mimo tego, nie zamierzam się pierwsza odezwać. Może to nieśmiałość, a może strach. Przed czym ? Może przed tym, że to wszystko tak naprawdę jest kłamstwem, a ja nigdy nie powinnam być szczęśliwa. Kiedyś byłam postrzegana za zołzę, a teraz... boję się porozmawiać z chłopakiem o moich uczuciach. Wszystko się zmieniło. Ja też. Louis mnie zmienił. I... chyba na lepsze... Wczoraj zaczął padać śnieg. 20 listopada. Trochę już późno... Za miesiąc święta. Nawet nie wiem jak je spędzę. Nie mam rodziny. Tylko Vanessę. Matki nie chcę widzieć. Miałam odnaleźć brata... Nie wyszło... Wszystko się pokomplikowało... Przez tak krótki czas życie mi się trochę odmieniło. Częste imprezowanie w klubie, powrót do narkotyków, hektolitry alkoholu i tony spalonych papierosów. Nikt o tym nie wie i tak powinno pozostać. Vanessa mnie kryje, za co jestem jej dozgonnie wdzięczna. Dziś nie jest inaczej. Zapowiada się ogromna impreza, a ja nie zamierzam jej opuścić. Dlatego właśnie przygotowuję się do wyjścia. Mój makijaż jest ostry i wyrazisty, a włosy pofalowane jak zwykle. Na sobie mam pudrową obcisłą sukienkę, czarną ramoneskę i wysokie, tego samego koloru, kozaki na szpilce, sięgające mi za kolana. Nawet na zwykłej imprezie trzeba jakoś wyglądać. Wzięłam do ręki torebkę i przeszłam do salonu.
- No jak tam siostra, gotowa ? - spytała, dokańczając swój makijaż.
- Jak zawsze. Chodź ślicznotko, bo zacznie się bez nas i skończy tak samo - powiedziałam nakładając na siebie ciepły płaszcz i szalik.
- No idę, idę. Stawiasz mi dziś whisky z colą - odpowiedziała idąc w moim kierunku.
- A mnie kto będzie pilnował ?
- Jeden drink mi nie zaszkodzi. Jeszcze będę wiedzieć co robię, a przede wszystkim ty... - rzekła, gdy wychodziłyśmy.
- Ja wiem co robię - oburzyłam się. - Tylko nie wiem czy paparazzi tego nie widzą.
- No właśnie. Czyli wychodzi na to samo - powiedziała Vanessa, gdy zamykałam apartament.
- No właśnie, Vanessa - powtórzyłam po niej, wyraźnie mówiąc jej imię. - Dlatego ty powinnaś być w 100 % trzeźwa.
- Oj nie przesadzaj - jęknęła. - Nie postawisz mi jednego drinka ?
- Znasz moją dobroć. Idziemy.

*//*//*

 Środek imprezy. Drake'a nie było i w sumie nadal nie ma. Gdzie on się podziewa ? Spóźnia się. Już dawno powinien tu być. Ja wyjątkowo nie piję, bo inaczej jak on przyjdzie to nie będę widziała co mi daje i wyląduję na ostrym dyżurze. Tak na marginesie, to dziwne, że jeszcze tam nie trafiłam. Narkomanka Summer powróciła i nikt nie musi o tym wiedzieć. A jak się dowiedzą to będzie mnie ścigać policja i tyle będzie z mojego życia. Jestem tu już od ponad 2 godzin. Tańczyłam, skakałam i robiłam wiele innych rzeczy, czekając na Lorenza, ale mi się znudziło, więc siedzę i obserwuję Vanessę. Coś czuję, że to ja będę musiała ją dziś  wyprowadzać z klubu, a nie odwrotnie. Obserwowałam tak ludzi, sącząc zwykły sok, aż w końcu zauważyłam Drake'a po drugiej stronie sali. Odstawiłam szklankę i wstałam z miejsca. Jakoś przepchałam się przez wielki tłum ludzi i prawie do niego dotarłam.
- Drake ?! - zawołałam za jego plecami.
- Summer ? Co ty znowu chcesz ? - odwrócił się w moją stronę, wyraźnie zdenerwowany.
- To co zawsze. Niby po co tu przyszłam ? - prychnęłam krzyżując ręce.
- Nie ma towaru - powiedział wyraźnie.
- Jak nie ma ? Nie rób sobie ze mnie żartów - zmrużyłam oczy. - Miałeś dać mi dragi.
- Czy ty jesteś głucha ? Wszystko sprzedałem. Dostawa będzie za kilka dni.
- To co ja mam teraz zrobić ? - spytałam, gdy zorientowałam się, że ktoś mnie obserwuje.
- Przyjść w poniedziałek.
- Czekałam na ciebie cholerne 2 godziny bez sensu ? - oburzyłam się.
- A co ? Nie masz telefonu, żeby zadzwonić ?
- Wiesz co ? Daj spokój. Przyjdę w następnym tygodniu. Na razie - rzuciłam odchodząc od niego. Kuźwa ! Na 100% ktoś mnie obserwuje. Zaczynam się bać, to nie jest tak fajne. Przy ladzie znalazłam Vanessę, pijącą kolejnego już drinka.
- Chodźmy już, co ? - pociągnęłam ją za ramie.
- No, ale dlaczego ? Fajnie jest - jęknęła.
- Źle się czuję, okay ? - westchnęłam.
- No ddobra... Ale ty dz-dzwonisz po taksówkę - wybełkotała. - I niech mnie... odstawi do ch-chłopaków.
- Jasne... - powiedziałam, kierując się w stronę wyjścia. Czyli znów noc spędzę sama.

*//*//*

Taksówka odstawiła Vanessę do domu, a mnie do hotelu. Nie odprowadzałam jej, sama dała radę pójść, ale i tak cały dom widział mnie jak siedzę w taksówce. Dobrze, że nie wychodziłam, bo czekałaby mnie z nimi wszystkimi rozmowa, a tego nie robiłam od bardzo, bardzo dawna. Nie licząc tego jak Louis czasem przychodzi, sprawdzić co się ze mną dzieje. No, ale... To tak naprawdę nie jest żadna rozmowa. Wyjęłam z torebki klucze od apartamentu i otworzyłam drzwi. Weszłam do środka, rzucając je na komodę. Z tym złym samopoczuciem to ja w sumie nie żartowałam. Łeb boli mnie jak cholera, mimo, że nic dziś nie piłam. Chyba lepiej będzie jak się już położę. Zdjęłam płaszcz i szalik, następnie wieszając je na wieszak. Przeszłam do salonu i podeszłam do okna. Londyn nocą... piękny widok. Chciałabym tu zostać już na zawsze, ale takie łatwe to nie jest. Po pierwsze: dużo moich rzeczy jest w Los Angeles, m.in. moje ukochane auto, a po drugie: nie wiem czy chcę żyć w jednym mieście z NIM. Wpatrzona w piękny widok, usłyszałam otwieranie drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego najgorszego wroga, podążającego w moim kierunku.
- Lucas ?! Co ty tu robisz ?! - krzyknęłam wystraszona, a on w momencie znalazł się obok.
- Miło cię widzieć ślicznotko - wziął między palce moją brodę i odwrócił tak, abym patrzyła mu prosto w oczy.
- P-po co tu przyszedłeś ? - spytałam trzęsącym głosem.
- Wyrównać rachunki. Twój chłoptaś nieźle mnie pobił - powiedział, przygwożdżając mnie do ściany.
- T-to ty podciąłeś nam hamulce ?
- Oh kotku... - wymruczał. - Szybko łączysz fakty. Nie tylko to zrobiłem. Wasi ochroniarze sami by nie spadli ze skarpy, a Vanessa by nie była zgwałcona - przyjrzał mi się.
- Jak mogłeś ? - spytałam, mając łzy w oczach.
- Tak samo jak ty ode mnie odeszłaś - warknął, a ja się zatrzęsłam.
- To ty mnie zostawiłeś ! - krzyknęłam pewniejszym głosem. - A wcześniej mnie zdradziłeś.
- Co proszę ?!
- To co słyszałeś.
- Posłuchaj - wycedził, przyciskając mnie mocniej do ściany. - To co mówię zawsze jest prawdą, tak ? Nie nauczyłaś się tego ? Pomyślmy... Gdzie to było ? Ach tak. Punkt 6 w naszej umowie. Pan zawsze ma rację - powiedział wyraźnie mówiąc słowo "zawsze".
- Nie jestem twoją dziwką ! - wybuchłam rozpłakując się.
- A chcesz się przekonać ?! - potrząsł mną i rzucił o  podłogę. - Kiedy uciekłem z więzienia to jedyne czego pragnąłem to to, abyś mocniej i trwalej cierpiała - syknął, zwieszając się nade mną.
- Już to zrobiłeś dawno ! - krzyknęłam przez łzy.
- Nie kochanie, jeszcze tego nie zrobiłem.
- Zabiłeś moje dziecko !
- Byłaś w ciąży ? To gratulacje ! - zakpił.
- Zostaw mnie - dławiłam się łzami. - Wyjdź stąd !!
- Nie ! Teraz będziesz cierpieć tak bardzo, że będziesz błagać mnie o litość - syknął, a ja zaczęłam się szarpać. Kopnęłam go w klatkę piersiową, ale wcale nie udało mi się wyrwać. Wręcz przeciwnie - było gorzej. Dostałam z pięści w twarz.
- Widzę, że spieszy ci się do życia wiecznego - warknął, wyjmując zza paska broń. Przyłożył mi ją do czoła, a ja zaczynałam coraz bardziej się bać, w duchu modląc się, abym przeżyła. Ja nie chcę tak umrzeć. Nawet nie mam jak zawołać o pomoc, bo na ostatnim piętrze nikt mnie nie usłyszy, a nawet jak usłyszy to mnie już może nie być na tym świecie.
- Ostatnie życzenie ? - spytał, a ja ze strachu zamknęłam oczy.
- Nie związane z tobą ! - usłyszałam czyiś głos i w tej samej chwili poczułam, że nie mam przy sobie już zimnego pistoletu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Louis szarpie się z Lucas'em. Wystraszona podsunęłam się pod sam koniec ściany, zwijając się w kulkę. Po chwili groźnej walki, obaj znikli za drzwiami. Bałam się wstać, ruszyć, a nawet zrobić najmniejszy gest. Byłam wystraszona jak cholera. Nie wiem co się dzieje, co Louis mu zrobił. Chcę, żeby to był po prostu kolejny chory sen. Po kilku minutach wrócił Louis. Szybko do mnie podszedł i usiadł obok, a ja najnormalniej w świecie przytuliłam go bardzo mocno, rozpłakując się jak dziecko.
- Cii - głaskał mnie po plecach. - On nic ci już nie zrobi, ochrona hotelu nim się zajmie, trafi do aresztu - powiedział cicho.
- B-boję się - dławiłam się własnymi łzami.
- Jestem tutaj. Obiecałem, że zawsze będę cię bronić i dotrzymam słowa.
- B-boję się tu być - płakałam. Odsunął mnie lekko od siebie i popatrzył w oczy.
- Weź najpotrzebniejsze rzeczy i pojedziemy do domu, tak ? - powiedział, a ja pokiwałam pionowo głową. - Jutro wrócę po resztę i wymelduję cię z hotelu, dobrze ? - znów pokiwałam głową, pociągając nosem. Wstałam z pomocą Louis'a i poszłam do sypialni. W szybkim tempie zebrałam potrzebne rzeczy. Teraz nie liczy się to co myślę o Louis'ie. Znów poczułam, że to przy nim jestem bezpieczna. I tak jest... Zawsze było... I miejmy nadzieję, że będzie już do końca.

*//*//*

~Louis~

Zabrałem Summer do domu. Jest cała roztrzęsiona, boi się. Całe szczęście, że tam pojechałem. To Vanessa powiedziała mi, że Summer źle się czuje, więc stwierdziłem, że muszę to sprawdzić. Nie wiem co byłoby gdybym przyjechał później. I chyba wolę nie wiedzieć. Zaniosłem ją do jej sypialni, a sam zszedłem na dół do kuchni po lód, bo zauważyłem na jej twarzy duży czerwony ślad, a z tego może się później zrobić niezły siniak. Vanessy postanowiliśmy nie budzić. Nie jest zbytnio trzeźwa, dlatego może to wszystko zrozumieć w nieco inny sposób. Wziąłem z zamrażarki lód i wyszedłem z kuchni. Minąłem w salonie chłopaków i wróciłem do Summer. Leżała skulona na łóżku cichutko płacząc. Podszedłem bliżej i usiadłem na krańcu materaca. Odgarnąłem z jej twarzy kosmyki włosów i przyłożyłem do jej policzka lód. Syknęła, gdy poczuła zimny przedmiot na skórze.
- Dziękuję - powiedziała cicho, pociągając nosem.
- Nie masz za co - popatrzyłem na nią z troską. - Zawsze będę przy tobie. Jeśli ty... mi pozwolisz...
- Louis - jęknęła. - Nie rozmawiajmy teraz o tym - powiedziała normując swój oddech.
- Przepraszam... - zwiesiłem głowę. - Jak się czujesz ? Vanessa mówiła, że...
- To dlatego przyjechałeś ? - szepnęła.
- Tak, chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku - zdjąłem lód z jej policzka i położyłem na szafkę obok łóżka.
- Dziękuję - spojrzała na mnie. - Uratowałeś mnie...
- Odpocznij - pogłaskałem ją po policzku. - Jesteś zmęczona - wstałem z łóżka i już miałem iść, ale poczułem jak ktoś ciągnie mnie za rękę. Odwróciłem głowę i spojrzałem na dziewczynę.
- Zostań... boję się, nie chcę być sama - szepnęła, a ja delikatnie się uśmiechnąłem i położyłem obok. Wtuliła się we mnie spokojnie oddychając.
- Jesteś przy mnie bezpieczna... - powiedziałem, całując ją w czoło.
- Wiem... zawsze byłam... - powiedziała słabo ze zmęczenia. Po chwili spojrzałem na nią z powrotem. A ona już spokojnie spała.
____________________
Kto spodziewał się takiego zwrotu akcji ? Nawet moja przyjaciółka, która zgaduje większość rzeczy, które będą w fanfiction, nie spodziewała się tego. Ile osób tym zaskoczyłam ?
/Perriele rebel

sobota, 1 kwietnia 2017

Rozdział 25

"Nie jestem idealny, popełniam błędy, krzywdzę ludzi, ale kiedy mówię 'PRZEPRASZAM' lub 'KOCHAM' mówię serio... "



~Summer~

 Hotel. To właśnie to miejsce, gdzie przebywam już od kilku godzin. Nie mogę się pogodzić z myślą, że Louis mnie zdradził. Myślałam, że jest inny. Oszukał mnie. Nie tego po nim oczekiwałam. Nie będę mówić, że się myliłam, bo cały czas ostatnio to mówię, a i tak nie ma to pozytywnych skutków. Czerwone wytrawne wino to aktualnie mój jedyny przyjaciel. Każdy próbuje się do mnie dodzwonić, a ja i tak nie odbieram. Bo i po co ? Powiedzą tylko, żebym wróciła, a tego nie mam zamiaru robić. Louis to spieprzył, to niech teraz to naprawia.  Ja się tylko zastanawiam skąd ta ruda małpa wzięła się w Londynie. Zbywam każde połączenie, nie patrząc kto dzwoni. Nawet nie mam ochoty rozmawiać z Vanessą. Po prostu potrzebuję jej przytulenia i upicia się. To jest właśnie to czego teraz chcę. Po pewnym czasie usłyszałam przyjście wiadomości. Pierwsza jak dotąd, więc mogę sprawdzić o  co chodzi. Odblokowałam telefon i weszłam w wiadomość.
"Wiem, że pewnie jesteś zła i nie chcesz z nikim rozmawiać, ale błagam cię... odezwij się. Martwię się. Napisz gdzie jesteś lub chociaż daj znak życia." 
Tak brzmiał sms od Vanessy. Postanowiłam jej odpisać. Nie chcę, by się zamartwiała.
"Hotel Malcom, Justed Road 72, apartament 154." - odpisałam. Kiedy już żadna więcej wiadomość nie przyszła, znów zatopiłam się w moim ukochanym winie. Co ja w ogóle wyprawiam ? Moje problemy nie znikną po wypiciu litrów wina. Wręcz przeciwnie, może być jeszcze gorzej. Ale jeden raz nie zaszkodzi. Jestem w hotelu. Co może się stać ? Chyba nic. Wzięłam kolejny łyk, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Oho, kogoś niesie. Uśmieję się, jak okaże się, że to Vanessa. Niemożliwe, żeby dotarła tu w 5 minut. Chyba, że była gdzieś obok. To już inna sprawa. Odstawiłam kieliszek na stół, wstałam i poszłam otworzyć. Gdy uchyliłam drzwi, cała złość w jednej pieprzonej sekundzie do mnie wróciła.
- Jak mnie tu znalazłeś ?! A może mnie śledziłeś, co ?! - wybuchłam w stronę Louis'a.
- Przeszukałem pół miasta, żeby cię znaleźć.
- Też mi coś - prychnęłam. - Nie rozumiesz, że nie chcę cię widzieć ? Pojmij to w końcu !
- Ale może ja chcę cię widzieć ! - uniósł się. - Błagam cię ! Wybacz mi to co zrobiłem ! To ona mnie pocałowała, nie byłem w stanie jej odepchnąć !
- To moja wina ?! - popatrzyłam na niego.
- Daj mi to wytłumaczyć. Mogę wejść do środka ? Możemy porozmawiać ?
- Nie ! Nie możesz i my razem też nic nie możemy !- wypchnęłam go na korytarz hotelowy. - Wynoś się - syknęłam.
- Przepraszam ! Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła ?
- Nie wiem ! - podrzuciłam do góry ręce. - To już nie mój problem ! - trzasnęłam drzwiami. Zsunęłam się na podłogę i podkuliłam nogi pod brodę. Zaczęłam niemiłosiernie płakać, że na pewno słyszeli mnie w połowie budynku, albo i nie. Pieprzona gwiazdka show-biznesu ! Gdyby nie ta znajomość wszystko wyglądałoby inaczej. Ja bym nadal prowadziła swoją ciężką, męczącą karierę, a on wciąż by świecił w blaskach fleszy, mając perfekcyjne życie. Dlaczego ja musiałam go poznać ? Ah tak, przez moją matkę. Wszystkie moje problemy zawsze zaczynają się od niej. Nigdy nie wybaczę jej tego, co działo się w moim dzieciństwie. Po kilku, a może kilkunastu minutach znów rozległo się pukanie. Cholerny zdrajca.
- Wynoś się !! - krzyknęłam.
- Summer ! To ja ! Vanessa ! Otwórz ! - usłyszałam znany mi głos. Podniosłam się z podłogi i szybko otworzyłam drzwi, wpadając w jej ramiona. W jej siostrzanym uścisku, na nowo rozpłakałam się jak małe dziecko, a ona po prostu gładziła mnie po głowie, chcąc mnie trochę uspokoić.
- Chodźmy do środka, co ? Nie będziemy tu tak stać - powiedziała, a ja pokiwałam pionowo głową i obie weszłyśmy do apartamentu.
- Zamówić ci coś do picia ? - spytałam, pociągając nosem. Usiadłam na kanapie, przytulając się do poduszki.
- Nie dzięki, widzę, że masz wino - wskazała palcem na butelkę i usiadła obok.
- Bierz się częstuj - mruknęłam. Wzięła butelkę w rękę i nalała cały kieliszek wina, który za chwilę duszkiem wypiła.
- Co tak właściwie się stało ? - spytała.
- Jak to co ? Zdradził mnie... - powiedziałam bez żadnych emocji i odwróciłam wzrok na poduszkę.
- Ale... kiedy, jak ? - spytała zaskoczona.
- Wczoraj jak byli w klubie... całował inną...
- Skąd ty w ogóle to wiesz ? - otworzyła szeroko oczy.
- Dostałam wiadomość ze zdjęciem... i to nie był Photoshop - przymknęłam oczy.
- Od kogo ?
- Nie wiem Vanessa, numer strzeżony...
- Rozmawiałaś o tym z Louis'em ?
- Nie... bo... nie dałam mu dojść do słowa - wymamrotałam, otwierając oczy.
- Takim sposobem to wy się nigdy nie pogodzicie - powiedziała z wyrzutem.
- O czym mieliśmy rozmawiać ? Wiem co widziałam i...
- Summer, to tylko zdjęcie i...
- Ale daje bardzo dużo do myślenia - odpowiedziałam, czując napływające łzy do moich oczu.
- Nie wiesz jak było naprawdę i nigdy się nie dowiesz, jeśli nie dasz mu tego wytłumaczyć - położyła rękę na moim ramieniu.
- Dlaczego go bronisz ? - spytałam, gdy po policzkach zaczynały spływać mi łzy.
- Bo to mój przyjaciel i wiem, że on czegoś takiego na pewno by ci nie zrobił.
- Ale zrobił... - płakałam.
- Summer - westchnęła blondynka.
- Przytul mnie po prostu - szepnęłam i natychmiast poczułam ściskające mnie ramiona dziewczyny. - I upij się razem ze mną, tak jak za dawnych czasów.
- Wiesz, że nie odmówię takiej okazji - oderwała się ode mnie i uśmiechnęła się pocieszająco. - Do wina nie musisz mnie nawet namawiać - zaśmiała się. Nalała do kieliszków alkoholu i podała mi jeden z nich. Czas się w końcu oderwać od chorej rzeczywistości.

 *//*//*

Obudziłam się na niezłym kacu. Jednak 3 butelki wina to było zdecydowanie za dużo. Ale potrzebowałam tego, musiałam się komuś wyżalić. Gdybym miała to powtórzyć to chętnie bym to zrobiła. Leżałam tak dopóki nie usłyszałam pukania do drzwi. Za jakie grzechy ? Niestety to ja muszę wstać, bo nikt inny za mnie tego nie zrobi. Oczywiście. Wywlokłam się z łóżka i wyszłam z pokoju, wcześniej narzucając na siebie szlafrok. Ku mojemu zdziwieniu Vanessa nadal tu była, tyle że spała na kanapie. Myślałam, że już dawno poszła, a jednak nie. Boże, jaki tu jest bałagan. Zdecydowanie wczoraj za bardzo przeholowałyśmy. Otworzyłam drzwi, za którymi zobaczyłam pracownika hotelu, trzymającego w rękach wielki bukiet niebieskich róż.
- Dzień dobry, Pani Summer Smith ? - spytał mężczyzna, patrząc na małą karteczkę.
- Dzień dobry... Tak to ja - powiedziałam zmieszana. O co chodzi ?
- Kwiaty dla Pani - podał mi bukiet.
- Dziękuję - odpowiedziałam, odbierając go z rąk mężczyzny. - Ale od kogo ? Jak można spytać.
- Nadawca nie powiedział jak się nazywa. Mogę powiedzieć tyle, że był to chłopak z tatuażami. Miłego dnia życzę ! Do widzenia - pożegnał się, odchodząc.
- Do widzenia... - powiedziałam już do siebie. Chłopak z tatuażami... To dużo mi powiedział. Tutaj większość ludzi ma tatuaże. Skąd mam wiedzieć kto to ? Zamknęłam drzwi i spojrzałam na bukiet. Przecież tu jest z 50 róż, jak nie więcej. Ruszyłam do salonu i rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiegoś wazonu. Gdy go znalazłam poszłam razem z nim do kuchni w apartamencie, a potem nalałam do niego wodę i wsadziłam bukiet.
- Z kim ty tak gadałaś ? - powiedziała, ziewając Vanessa, która właśnie weszła do kuchni.
- Ktoś przysłał mi kwiaty.
- O te ? - wskazała palcem na róże.
- No te, a co ? - zmarszczyłam brwi.
- Summer, ty chyba nie wiesz co znaczą te róże.
- Oświeć mnie. To zwykłe kwiaty - zaśmiałam się.
- Nie - pokiwała przecząco głową. - Niebieskie róże oznaczają całkowitą, 100 % wierność - powiedziała, a ja otworzyłam buzię.
- Louis ? - szepnęłam.
- Tak, to na pewno on. Chciał ci pokazać, że tego nie zrobił. On naprawdę cię kocha, nie widzi świata poza tobą, jest ci wierny, a ty tak po prostu go zostawiasz...
- Nie wybaczę mu i nie wrócę do niego, jeśli na własne oczy nie zobaczę od niego dowodu miłości.
- Przecież właśnie... Wiesz co ? Rób jak chcesz. To twoje życie, ja się w ogóle nie powinnam wtrącać. Wiem tylko tyle, że on bardzo cierpi - powiedziała zawiedziona.
- A ja to niby nie cierpię ? - oburzyłam się.
- Dlatego powinnaś z nim porozmawiać.
- Po prostu odpuść, dobra ?
- Jak chcesz - wzruszyła ramionami. Wyjęłam z szafki szklankę i nalałam do niej wody. Może rzeczywiście te kwiaty są od Louis'a... Dlaczego wcześniej nie dało mi to do myślenia, gdy portier mówił o chłopaku z tatuażami ? Przecież tak łatwo mogłam się domyślić.
- Zamawiam śniadanie. Może być jajecznica ?
- Hmm... Co ? - odwróciłam zamyślona głowę.
- Jajecznica... - powtórzyła, trzymając w ręku  telefon.
- Tak, jasne - powiedział w jej kierunku i znów wróciłam do myślenia. Jeśli to był Louis... to ja nie wiem co mam zrobić. Wybaczyć czy nie ? Pytanie za 100 punktów...

*//*//*

Siedzę na tym łóżku i próbuję znaleźć tą ładowarkę od laptopa. Kiedy właśnie naszła mnie wena na nową piosenkę to oczywiście musiał się rozładować. Złom i tyle. Vanessa już poszła, więc nie ma mnie kto poratować. Głupia ładowarka... Gdzie ona jest ?! Nigdzie jej nie ma ! Pewnie jej nie zabrałam. Ugh ! Muszę po nią wrócić. Zapewne spotkam Louis'a, a to wszystko dlatego, że nie wzięłam tej cholernej ładowarki. Cały czas to samo powtarzam, że mam wrażenie, że już każdy wie o co chodzi. I tak na pewno jest. Dobra, pojadę tam. Dam radę. Pogoda coś tylko nie pykła. Chyba muszę wziąć jeszcze jakieś ubrania. Bo na tych cienkich daleko nie zajadę. Tak w ogóle to od rana się jeszcze nie przebrałam. Leń... Każdy mi to powie. A szczególnie Vanessa. Ona to umie człowiekowi życie uprzykrzyć jak mało kto. Ale i tak ja kocham. Dużo dla mnie zrobiła. Zawsze broni mnie przed mediami, nawet jeśli coś ostro przeskrobię. Pierwsze co zrobię to może się właśnie ubiorę. Wyjęłam z walizki szare rurki z dziurami, biały T-shirt i nałożyłam to na siebie. Narzuciłam na siebie jeszcze czarną ramoneskę, a na nogi włożyłam koturny. Znów muszę krzątać się tymi taksówkami po całym mieście. Żałuję, że nie sprowadziłam tu mojego samochodu z Los Angeles. I tak mało kto się na to zgodzi, ale zawsze warto spróbować. Wzięłam do ręki mojego iPhona i znów wybrałam numer do taksówkarza. To sobie gość trochę na mnie zarobi.

*//*//*

~Louis~

Nie zdradziłem jej. Nie zdradziłem jej. Nie zdradziłem jej ! No przecież tego nie zrobiłem ! Wysłałem jej nawet kwiaty, aby uwierzyła. Ta ruda małpa mnie w to wszystko wpieprzyła. Od zawsze były z nią problemy. Od kiedy tylko pamiętam. To ona się do mnie przystawiła w klubie i zaczęła całować. Ja nigdy bym nie zdradził Summer. Po pijaku też nie. Byłem świadomy co się wczoraj działo i pamiętam wszystko. Nawet to, że ta zdzira Alissa o mało co nie dostała ode mnie w tą swoją buźkę. Racja, kobiet nie biję, ale dla niej mogłem zrobić wyjątek. I tak też by się stało, tylko że Liam mnie zatrzymał. A szkoda, bo należy jej się. Usłyszałem dzwonek domofonu i poszedłem otworzyć. Po chwila do domu weszła osoba z moich myśli.
- S-Summer ? - spytałem zdezorientowany.
- Przyszłam tylko po ubrania i ładowarkę do laptopa - wyminęła mnie i szybkim krokiem poszła na górę, a ja stałem oszołomiony. To się nie dzieje naprawdę, prawda ?! Ona się wyprowadza ! To niemożliwe.
- Niall ! - krzyknąłem wpadając do kuchni.
- Co się drzesz ? - spytał jedząc płatki.
- Summer się wyprowadza !
- Co ?! - zaczął się dławić, plując wszędzie mlekiem. W momencie wstał i wraz ze mną wybiegł na korytarz.
- Summer, czekaj ! Co ty chcesz zrobić ?! - krzyknął, widząc szatynkę z walizką.
- Wrócić do hotelu, nie widać ? - mruknęła.
- Ale...
- Zostawcie mnie po prostu w spokoju, okay ? - wyminęła nas.
- Summer, proszę ! Przepraszam ! Porozmawiajmy ! Błagam cię ! - wybiegłem za nią z domu.
- Nie ma o czym ! 
- Może ty nie masz, ale ja tak !
- Summer, poczekaj ! - podbiegł do niej Niall i chwycił ją za ramię, zatrzymując. - A co z nasza współpracą ? Co z nami ? - wyszeptał pytając.
- Zawieszam na razie kontrakt - powiedziała, wyrywając się z uścisku.
- Co ? - powiedział zrozpaczony blondyn. 
- Dajcie mi odpocząć i wszystko przemyśleć - odeszła od nas i wsiadła do taksówki. Boże, dlaczego ?
- C-co zamierzasz zrobić ? - spytał mnie Niall ze łzami w oczach, gdy auto już odjechało. - Ja nie chcę znów stracić mojej siostry ! - rozpłakał się. 
- Będę o nią walczył - powiedziałem stanowczo, sam mając łzy w oczach. Kocham ją jak nikogo innego i nie pozwolę na to, żeby myślała inaczej.
___________________
Ostatni rozdział przeczytało 2,3,4, a nawet 5 razy więcej osób ! Poprzedni rozdział pobił rekord wyświetleń. Dziękuję każdemu za to i witam nowych czytelników. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej (: 
/Perriele rebel